sobota, 6 czerwca 2015

Wszystkie drogi prowadzą do Ubud

Ubud kipi życiem. Tłumy turystów wszelkiej maści wylewają się na ulice. Jest głośno, hałaśliwie, tłoczno. Ale też jest coś w tym miejscu takiego, że je od razu lubisz. Z głównej, atakującej decybelami ulicy chowasz się w poboczne i nagle inny świat. Są designerskie butiki, wypasione restauracje i europejskie ceny, oj są. Ale oprócz tego galerie i galeryjki, liczne świątynie i cudne zakamarki ukryte za bramami. A gdy zmęczysz się tym jazgotem to możesz zawsze ruszyć w pole ;-) Dosłownie! Są takie ścieżki, które z samego centrum miasta wychodzą jakimiś dziwnymi opłotkami i podwórkami na pola ryżowe, kokosowe plantacje. Ni z tego, ni z owego drepczesz po polnych drogach, wokoło praca wre (balijskie żniwa weszły w kolejny cykl), jakaś babuleńka z jednym zębem robi przepierkę w rzece wątpliwego koloru, klimat w tonacji sielsko-wiejskiej. Widać gołym okiem, że trasa niby prowizoryczna i dzika, ale wzdłuż dróżki powyrastały pracownie artystyczne, mini galerie i klimatyczne kafejki. Idziesz w kurzu między polami, z nieba leje się żar, ale w każdej chwili możesz zboczyć i napić się Ice Cappuccino, takie to doświadczanie balijskiej prowincji w wersji light ;P Nie to, co na północy, gdy pan nam kokosa własnymi rękoma zrywał, słomkę z trzciny, łyżkę z łupiny… 
Ubud i jego chodniki :P owe 'niespodzianki' na każdym
kroku utrudniają nieco podziwianie tego, co wokoło
Skutery, tysiące skuterów na każdej ulicy
Kilkaset metrów za centrum miasta żniwa w pełni
Ryż suszy się w każdym możliwym miejscu
Pola ryżowe widzieliśmy już w każdym stadium
Galerie wzdłuż polnej drogi
Praktycznie każdy sklepik sprzedaje pamiątki w postaci
 penisów -  od koloru do wyboru :P Ale o co chodzi???
Jako ciekawostka - na wyspie TEORETYCZNIE możesz prowadzić po
ukończeniu 17 lat. Większość dzieciaków dojeżdża do podstawówek
 na skuterkach, niejednokrotnie po 4 osoby na sztuce 
Ciemno szybko się robi, bo już po 18.00, ale wieczory ciepłe, na teatr pod gołym niebem idealne. Codziennie w Ubud na trzech różnych scenach można kultury nieco posmakować, balijskie tradycyjne spektakle i pokazy taneczne zobaczyć. Wybraliśmy Kecak  Dance. Fabuła zawiła, nie sposób pojąć kto, dlaczego i jak. Ale to bez znaczenia, bo liczyło się samo widowisko, a robiło wrażenie. To historia opowiedziana śpiewem (lub raczej pomrukami i okrzykami), tańcem i kostiumami. Jeśli ktoś jest ciekaw to można rzucić okiem na link poniżej. 
Co one wyprawiają z palcami i stopami...! Pewnie
połowa historii w tych ruchach jest zawarta.
Na koniec spektaklu jakiś rodzaj transu..?
Wyskoczył pan i gołymi stopami po żarze... 

Na Bali wszystkie drogi prowadzą do Ubud. Mniej więcej, oczywiście, ale jest to wygodna lokalizacja do wycieczek we wszystkie strony wyspy, a przede wszystkim do wielu świątyń. Rodzina już mi się trochę buntuje, że ileż można, że wszystkie podobne, że wystarczy. Mówi się, że kto widział świątynię Besakih (widzieliśmy), ten widział już wszystkie – argument koronny. Fakt, że architektura z pagodami, ołtarzykami, dziedzińcami i zdobionymi rzeźbieniami bóstw i zwierząt bramami powtarza się prawie wszędzie, ale jednak warto pobujać się po tych dziurawych, zatłoczonych drogach i dotrzeć do miejsc takich, jak Gunung Kawi (świątynia wykuta w skale) i Tirta Empul (święte źródła, które rzekomo posiadają magiczne moce). 
Na Bali lada moment rozpoczną się wakacje i wszystkie szkoły
ruszyły na wycieczki. Na szczęście ta rzeka wylewała się
ze świątyni, gdy do niej dotarliśmy
Gunung Kawi to świątynia położona w malowniczej
 dolinie wśród tarasów ryżowych
Trochę się nakuli w tej skale w XI wieku
Do niektórych części można wejść tylko na boso. Ino nie
ostrzegają, że tam jakieś mega wielkie czerwone mrówki atakują :P
Osłonki na świeczki ręcznie robione ze skorup kokosów
Do kolejnej świątyni, Tirta Empul, ciężko się dopchać. To
wyjątkowo ważne miejsce dla Balijczyków, a tym razem
 wycieczki szkolne dotarły razem z nami :P
Buchające święte źródełko (widać na dnie, jak się kotłuje)
poprowadzone jest to basenów gdzie
z kilkunastu kranów cały czas leci woda
Wierni składają podarki, a następnie zanurzają
głowę pod wartko płynącą wodą z każdej fontanny,
odmawiając przy tym modlitwę.

Zlepieni potem i kurzem, nieco przygaśnięci i zmęczeni opadliśmy na siedzenia. Nasz kierowca wiedział, co nas postawi na nogi. Zawiózł nas w miejsce, o którym ani nie słyszeliśmy, ani nie czytaliśmy. Idźcie tam, rzucił tylko, no to poszliśmy. Za bramą witają miło, prowadzą uroczymi ścieżkami, pokazują roślinki i opowiadają. My trochę nerwowo rozglądamy się wokół, że o co chodzi, jak tu czysto i zaraz pewnie trzeba będzie z tysięcy rupii wyskoczyć lub, nie daj Boże, donation-obligation… Już taki człowiek trochę przewrażliwiony i czujny się zrobił, jak zbyt miło jest, a jeszcze nikt póki co płacić nie każe :P Miejsce okazuje się być plantacją kawy i zielstwa wszelakiego, z kafejką, gdzie widok na tarasy ryżowe gratis. Nawet nie musisz nic zamawiać, a i tak dostajesz do spróbowania kubeczki z kawą, herbatkami i dziwnymi smacznymi naparami. Takie to Bali zaskakujące momentami, czasem pozytywnie, czasem negatywnie. Przygnębiające kolosalnymi kontrastami, wywołujące skrajnie odmienne uczucia, choć, bez dwóch zdań, niezapomniane. 
Kto by pomyślał, że tak rośnie sobie ananas?
I kakaowiec
Skrupulatne płukanie ziaren przetrawionych przez cywety
Ziarna w odchodach i te na czysto
I cała ta mozolna praca dla tej chwili przyjemności
Kawa z widokiem ;-)

 Kilka dodatkowych zdjęć TUTAJ 

1 komentarz:

  1. Podarzam za Wami i to co opisuje Pani to poprostu dobra lektura , bo tyle mozemy sie dowiedziec . Do tej pory to slyszalam : "bylismy na BALI" koniec kropka . A przeciez jak Pani opisuje zyja tam ludzie pracuja i nie zapominaja o swojej wierze, to ich kultura ich obyczaje . Poprostu mnie to urzeklo. Teraz wiem ze na Bali jest pieknie i jest wiele do zwiedzenia i zobaczenia a moze do nauczenia.Serdecznie pozdrawiam i bardzo dziekuje , ze moglam byc na Bali.

    OdpowiedzUsuń