czwartek, 4 czerwca 2015

Bliżej niż dalej

Zostawiliśmy za sobą cichą, prowincjonalną północ Bali, która, mimo wielu nieprzychylnych opinii, zachwyciła nas swoją prostotą i na tych kilka ostatnich dni zjechaliśmy bliżej serca wyspy. Ubud jest jednym z najładniejszych balijskich miast, określanym też jako centrum tutejszej kultury i sztuki. Nie ma wprawdzie dostępu do plaży, ale za to otaczają je zielone morza pól ryżowych, a w promieniu kilku kilometrów porozsiadały się warsztaty rękodzielnictwa, galerie sztuki, teatralne sceny, na których można zobaczyć przedstawienia i tradycyjne tańce balijskie. I my właśnie zaszyliśmy się wśród takich pól, nieco dalej od jazgotu ulic pełnych galerii, ulicznych targów i niezliczonych knajpek. Urokliwych, to prawda, ale też tętniących decybelami, od których się nieco odzwyczailiśmy. Choć siedząc teraz późnym wieczorem na tarasie przy ogłuszającym dźwięku cykad to już sama nie wiem, gdzie jest ciszej ;-)

Powiało cywilizacją. Tłumy turystów, zadziwiająco dużo białych twarzy. Ale my dziś najbardziej ucieszyliśmy się ze spotkania z naszymi duńskimi przyjaciółmi, towarzyszami nowozelandzkich wzlotów i upadków. Gdy przedzierając się przez uliczne korki wypatrzyliśmy ich na chodniku to wzruszenie, jakbyśmy niemal na rodzinę wpadli… Już taka w nas tęsknota za ludźmi… A dzieci?! Gdy zaczęły szaleć, dopiero dotarło do nas, jak bardzo tęsknią za przyjaciółmi, rówieśnikami. 

Licznik przeskoczył na jednocyfrowy i już naprawdę lada dzień powrót :-) Trudno w to uwierzyć… Jeszcze trudniej nogi powstrzymać, żeby nie rwały się już, zaraz do domu. DO DOMU... 

Jeszcze na północy...
Putu zabrał nas na lokalną wycieczkę krajoznawczą,
 pokazał ślimaki olbrzymy i inne cuda ;-)
W tym takie giganty!
Popuszczaliśmy razem latawce.
To jedna z ulubionych balijskich zabaw.
Zebraliśmy się na odwagę i ruszyliśmy na
podbój balijskich ulic
Na koniec odkryliśmy nową współlokatorkę :P
Dzieci próbowały jeszcze coś złowić
A potem już przed siebie...
Drogami, gdzie zasady dotychczas nam znane nie
mają racji bytu :P
Gdzie górskie parkingi opanowały makaki
(bywa, że bardzo agresywne)

Dotarliśmy do Ubud...

1 komentarz:

  1. Uszczęśliwia mnie śpiew ptaków i chabry z makami na polach podczas rowerowej wyprawy na Michalice. Nie potrafię sobie nawet wyobrazić szczęścia, jakie przepełnia Was podczas Waszych eskapad. Świat jest piękny, każdy o tym wie, ale dzięki Wam to piękno jest bliżej, na wyciągnięcie ręki. I to też uszczęśliwia :)

    OdpowiedzUsuń