niedziela, 10 maja 2015

Inny świat

Auckland to inny świat. Odrębny byt, przyklejony do Nowej Zelandii jak kwiatek do kożucha. Państwo w państwie. Z całej Kiwi-populacji, czyli ponad 4,5 mln ludności, 1,3 mln zamieszkuje samo Auckland. Reszta rozproszona jest głównie na Wyspie Północnej, a niedobitki na Południowej. Największe miasto Nowej Zelandii rozłożyło się na wciąż aktywnym (!) polu wulkanicznym, obejmującym około 50 wulkanów. Nowozelandzcy sejsmolodzy ostrzegają przed możliwością niekontrolowanej erupcji, co absolutnie nie zraża napływającej do metropolii nieprzerwanej rzeki polinezyjsko-azjatyckiej mieszanki z marzeniami o lepszym życiu. Następni do raju…? 

Jadąc na północ zatrzymujemy się na chwilę w samym centrum miasta, CBD czyli centrum biznesowo-administracyjnym z siedzibami międzynarodowych korporacji, bankami, apartamentowcami i biurowcami. Wysypujemy się z naszego kampera i ruszamy ulicami, które dziwnie nas przytłaczają. Coś jest nie tak… Coś nie pasuje do klimatu Nowej Zelandii, jaki towarzyszył nam przez ten niespełna rok. O co chodzi?! Rozglądamy się wokoło – elegancka korpo-moda rozsiada się właśnie z sushi lunchem lub gna już przed siebie z obowiązkowym telefonem, przepraszam, smartfonem przy uchu. Jakieś inne tempo, szybszy bieg, aż sami nabieramy prędkości i pędzimy wraz z tłumem. Nagle przypadkowo spoglądamy w mijaną witrynę sklepu i uderza nas kontrast. KOLOSALNY KONTRAST! Ubierając się w to, co już zostało, wyschło w międzyczasie, bez możliwości harmonijnego zestawienia kolorów... Ba! Bez możliwości ubrania się w to, co lubisz i co ci ewentualnie pasuje zakładasz na siebie to, co masz po prostu! No więc patrzymy na ten nasz zbitek freestyle w klimacie cepelii i przetrwania, patrzymy na Francję-elegancję wokół i mając poczucie, jakby nam słoma wychodziła z butów możemy już tylko zafundować sobie wielką porcję lodów i, śmiejąc się z siebie, usiąść w środku tego nierealnego świata i sobie patrzeć…

Na 328-metrową iglicę Sky Tower, z której ponoć są bajeczne widoki, ale nas nie stać. Na port jachtowy tuż przy centrum z dziesiątkami kuszących restauracji, oferujących owoce morza i inne wykwintne dania, na które nas nie stać :P Ale stać nas na kawę i ulubionego scone’a, rodzaj bułki z daktylami. Siadamy nad przystanią jachtową Westhaven Marina i podziwiamy zacumowane cuda techniki. Miasto Żagli – to popularne określenie Auckland. Jeśli na trzy rodziny (gospodarstwa brzmi jakoś nie na miejscu, prawda? :P) jedna posiada własną łódź to nomenklatura w pełni uzasadniona. Widok na zatłoczoną marinę bajkowy, nierealny wręcz. Jak życie części aucklandczyków, którzy zapewne udzielili odpowiedzi na pytania ankiety o aglomerację z najlepszymi warunkami do życia (wg rankingu Quality of Living 2014 Mercera Auckland plasuje się na III miejscu, zaraz po Wiedniu i Zurychu). Części, bo znaczny procent miejskich dzielnic z przewagą rdzennych Maorysów i ludności polinezyjskiej kłuje w oczy społecznymi kontrastami. Nie mieliśmy jednak szansy obejrzeć Auckland w każdym wymiarze, niestety. Nie było realnej opcji czasowej, szczególnie, że miasto rozciągnęło się na długość 40 km. Popatrzyliśmy więc na ten baśniowo-urzekający obraz Auckland i takie je zapamiętamy. 

Przystanek w Auckland w drodze na północ. Po płaskim
Christchurch, które tutaj uważa się za daleką prowincję,
takie  gabaryty nas nieco przytłaczają
Taka sytuacja... czekamy na zielone na przejściu dla pieszych
i jak się włącza to idziemy kulturalnie po obwodzie, a
cała reszta po skosie, wszyscy naraz we wszystkie
możliwe strony... hmm... 
A w Christchurch każdy chodził ubrany, jak chciał...
nawet w centrum, którego zresztą nie było...
A tu już w Auckland po powrocie z dalekiej północy.
 Kolejna malownicza miejscówka na obiad :-)
Marina Westhaven
To my ;-)
Ponoć 'must see' Auckland. Dla nas pozostanie 'ponoć' :P
Ponoć też najwyższa budowla na półkuli południowej. 
Auckland określa się często jako 'Miasto żagli', bo w zatokach
cumuje przeszło 135 tysięcy jachtów!

2 komentarze:

  1. Tu G. Pięknie, po prostu pięknie. Żal trochę tego wszystkiego. Skłania ta Wasza podróż do refleksji...ale z drugiej strony fajnie że wracacie,choć życzyłem inaczej. Do milego.

    OdpowiedzUsuń
  2. Aż trudno uwierzyć, że kończy się ta Wasza podróż. Hmmm bedzie żal i to bardzo, czytanie bloga, ogladanie zdjęć i wczuwanie się w klimat NZ to juz taka "nowa, świecka tradycja". Ale z drugiej strony cieszymy się bardzo, że już za chwilkę wracacie do nas. iwona

    OdpowiedzUsuń