sobota, 4 kwietnia 2015

Święta, święta...

Przez lata marzysz, aby wyrwać się gdzieś jak najdalej od tego przedświątecznego zabiegania i późniejszego obżerania. Wyjechać, nie przejmować się, odciąć się od wszystkiego. A potem to się dzieje i… wcale tak fajnie nie jest… Coś tam próbujesz - stworzyć jakąś namiastkę, ale im bardziej się starasz, tym żałośniej i jakoś bez sensu. W końcu uświadamiasz sobie, że nie ściągniesz tu ludzi, nie stworzysz bez nich tego, co właśnie te święta czyni wyjątkowym. Nie da się. Nie tym razem.

Jesteśmy tutaj, więc próbujemy ten czas przetrwać po ichniejszemu. A co robią Kiwi? Większość z nich rusza na łono natury. Pakują całe rodziny, namioty, wędki i w teren. Mijaliśmy dziś mnóstwo miejsc udających pola kempingowe, zapchanych po ostatni metr. Namioty, przyczepy, grille, łowienie ryb – to ich styl. Chciałam dopytać Judy i Billa, ale ich też nie ma. Od razu ruszyli na Zachodnie Wybrzeże. Miasto pustoszeje, Kiwi świętują i reperują nadszarpnięte nerwy. A powód do rozpaczy spory, gdyż tydzień temu przegrali w finale Mistrzostw Świata w krykiecie. II miejsce to nie taki dramat, o ile I nie zajęła… Australia!!! I w tym największy problem!  

Dzieci w NZ rozpoczęły jedną z wielu dwutygodniowych przerw od nauki, więc sporo rodzin ruszyło pewnie na kolejny urlop. Odnosimy wrażenie, że tak tutaj toczy się życie – od urlopu do urlopu. Skoro naliczyliśmy, że dzieci w ciągu jednego roku szkolnego mają ponad 16 tygodni wolnego (łącznie z wakacjami), a z tego, co słyszymy to gros z nich wyjeżdża w tym czasie z rodzicami, to i czas urlopowy nie może być tutaj takim towarem deficytowym. To od zawsze podkreśla Judy – dla Kiwi liczy się wolny czas, wyjazd z rodziną, a nie nadgodziny i dodatkowy zarobek. Nikt nie pracuje tu więcej, niż musi. A Jacek tylko uśmiecha się z przekąsem – nikt, tylko wszyscy imigranci! Sobota nie sobota, Azjaci stukają nam na budowie pod oknami, jakby chcieli 150% normy wyrobić :P

W każdym bądź razie my też ruszyliśmy przed siebie. Żeby tylko nie siedzieć w czterech ścianach. Kaikoura – jedno z pierwszych miejsc, jakie tu odwiedziliśmy (wówczas oglądaliśmy wieloryba). Oddalona od ChCh o ok. 180km, Kaikoura ma jedną z najpiękniejszych lokalizacji i – jak dla mnie – jest to miejsce idealne. Położona nad samym oceanem jest jednocześnie otoczona pasmem gór Kairkoura Rangers. Wyobraźcie sobie – masz ochotę na wspinaczkę to wybierasz jakiś dwutysięcznik, masz ochotę na surfing to chlup do oceanu. Czego chcieć więcej? ;-) Do tego góry stanowią naturalną barierę ochronną i jest to również jedno z najbardziej nasłonecznionych miejsc na Wyspie Południowej. 
My tym razem wybraliśmy się na długi spacer po Półwyspie Kaikoura. I dziś opowieść fotoreportażowa :-) Najpierw rzut okiem na Półwysep z lotu ptaka - jest naprawdę nieziemsko piękny! 


Źr.: http://photography.nationalgeographic.com/
Zaraz po wyjściu z auta ;-)
Najpierw górą, z powrotem doliną
Wracamy już dołem i nadziwić się nie możemy
różnorodnościom formacji skalnych,
poszarpanej linii wybrzeża...
Momentami trudno je odróżnić od podłoża...
Tak, już zrozumieliśmy, jesteśmy za blisko :P
Po przygodzie w Dunedin trzymamy się na bezpieczną
odległość i podziwiamy z daleka ;-)
Niemniej jednak na trasie szlaku są tak wąskie przesmyki,
a uchatki wywalają się centralnie na środku!
Nasz Mojżesz z kijaszkiem dzielnie nas jednak
przeprowadził przez wszelkie opresje ;-)
Tak od niechcenia jeszcze rzucane marsowe spojrzenie.
Na wszelki wypadek!
Znowu?! Tutaj nie było wyjścia - do biegu, gotowi, start!!!
Ale widoki potem bajeczne...
Uchatkami skały usiane jak łąki krowimi plackami
Urwiskami obchodzimy co niektóre miejsca
zbyt zatłoczone uchatkami ;-)
Tutaj naliczyliśmy ponad 40 sztuk! Filip stwierdził,
że on już się wystarczająco 'nafoczył' i już nie chce ;-)
Pod sam koniec szlaku przypływ odciął nam
drogę i trzeba było szturmem zdobyć górkę ;-)
To zdjęcie (choć wizualnie nie powala) dobitnie
ukazuje styl życia uchatek: tak ją ujrzeliśmy na parkingu
(wśród masy aut), i w niemal niezmienionej pozycji
zastaliśmy ją po powrocie, czyli jakieś ponad 4h później ;-)
W drodze do domu

Jutro, czy raczej już dziś, dzieci będą szukać jajek w ogrodzie Duńczyków (w naszym 2x2m byłoby to cokolwiek... nudne?! ;-), a potem przytulimy się do jakiegoś kościoła choć na chwilę, nie zważając na wyznanie czy upodobania. Wam wszystkim życzymy dużo spokoju i ciepła - przynajmniej tego w środku :-)
Kilka ujęć więcej dla dziadków i niektórych bardziej stęsknionych ;-)

1 komentarz:

  1. Jeszcze się nie zdarzyło, żeby nie powalił mnie urok miejsc jakie oglądacie ale też zdjęć które nam to ukazują. Cudne jedne i drugie. Ślemy Wam Wielkanocne życzenia, pozdrowienia i moc uścisków :) A.K.

    OdpowiedzUsuń