czwartek, 2 kwietnia 2015

Ostatni dzwonek

Tadam! Koniec! Przygody z nowozelandzką edukacją koniec. Była impreza ;-) BYP – skrót używany przed większością towarzyskich spędów. BRING YOUR PLATE (Przynieś swój talerz), czyli nie przychodź na krzywego. Przynieś cokolwiek zjadliwego, podziel się. Co skrupulatnie wyłuszczyli nam Abramsowie, oszczędzając nam wpadki z własnego doświadczenia, vide pojawienie się na imprezie z własnym PUSTYM talerzem :P Upiekliśmy drożdżówę, dzieci dumnie do szkoły zaniosły, była impreza (shared lunch)! Było ściskanie, żegnanie, łez ocieranie, obiecywanie, że listy, mejle, skajpy i takie tam. Było miło. I nawet trochę smutno. Bo trochę się nadreptaliśmy w tę i z powrotem. Nagadaliśmy po drodze. Napłakaliśmy i pośmialiśmy. Trochę się przywiązało do tej i tamtego, piłkę wspólnie pokopało, sekrety w mieszance polsko-angielsko-migowej poszeptało, w kącie z bezradności czasem pochlipało. Trochę siebie się tam zostawiło… 

Cokolwiek da ci nieco w kość, to odchodząc i tak oglądasz się z żalem. Same plusy widzisz. Co tracisz, co zyskać mógłbyś. Dużo dobrych rzeczy. Jak pracować razem, nie osobno. Jak mieć wspólny cel, a nie każdy sobie. Jak być wysłuchanym, a nie tylko przepytanym. Jak pytać i na te pytania odpowiedzi razem szukać. Jak nie żałować czasu na salta, piłkę, spacery, bajery. Bo trzeba testy ważne, egzaminy niezbędne, bo już, teraz, wyścig, do startu, gotowi, start! A tu nie... Tu inaczej. Jakoś wolniej, spokojniej. I żal trochę. Jak zawsze, gdy się odchodzi. 


Na prośbę przyjaciółki Chloe Matylda nauczyła ją fragmentu naszego hymnu i, trzeba przyznać, radzi sobie dziewczyna z tym naszym 'szeleszczeniem' ;-)


Fly Emirates już zawsze wspomnieniem pierwszej wyprawki szkolnej Fita ;-) Pudełeczko plastikowe na lunch, co się domykać nie chciało i żarówiasty plecaczek, które dostaliśmy w przydziale lecąc na koniec świata. Wysłużone. Dziś ostentacyjnie pożegnane! Użyte w celu nigdy do tego nie planowanym przez Emirates :D 



Nie marudził, nie dąsał się, że nie ma takiego wypasionego z Ninja albo Batmanem jakimś czymś. Dreptał do tej szkoły i nie przejmował się. Wiedząc, że to na chwilę i nie ma sensu. Skupiać się na pierdołach. A mnie czasem ściskało w środku. Z żalu, że tylko tyle i wzruszenia, że niewielkie znaczenie jakoś miało. Mniej ważne było. 

To już jest koniec. Teraz ułamki i ortografia. I polska kaligrafia, co Filipowi ością w gardle. Nie ma półrocznych wakacji, bimbania i o Bożym świecie zapominania. Nie ma, bo we wrześniu byłoby twarde lądowanie i szok. Jeden wielki amok. Choć i tak będzie. Pewnie dla każdego z nas. Ale o to… pomartwimy się we wrześniu ;-) 


A po południu ostatni mecz z drużyną Hornets
W pierwszej połowie meczu wszystkie punkty drużyny 
to były jego rzuty! A my tam pękaliśmy z dumy :D
Jak to rodzice..
Filip w międzyczasie awansował na kapitana :-) 

4 komentarze:

  1. Brawo dzieciaki! Za szybką adaptację, akceptację tego co nowa szkoła ze sobą przynosi i ogólnie za dawanie sobie rady. Za sukcesy sportowe, towarzyskie, językowe i za naukę polskiego hymnu. Gratulacje. iwona

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie sie lza kreci w oku i to nie tylko w jednym , ale to z dumy i radosci. Dajecie rade . NZ i wszedzie dacie sobie rade. Gratulacje dla Rodzicøw i dla wspanialych Dzieci. Sciskamy Was.

    OdpowiedzUsuń
  3. Przyznam szczerze, że podczas czytania wpisu parę łez uciekło...Tak jakoś żal, że coś się kończy. Pani Marto mają Państwo świetne dzieciaki, uśmiechnięte, zaangażowane, pełne życia, chęci poznania nowego. Dały sobie radę, zdobyły wiedzę i doświadczenie. Nic tylko gratulować. Dorota P.

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj smutne będzie zderzenie z polskim systemem edukacji. Myślę, że ta otwartość i niestresujący sposób nauczania to ważne podstawy w ich przyszłym życiu i edukacji. Wartość na zawsze :) A.K.

    OdpowiedzUsuń