piątek, 13 marca 2015

Wyciskając cytrynę :-)

Po ponad dwumiesięcznej przerwie jedziemy na Zachodnie Wybrzeże. Chata Abramsów nad samym brzegiem Morza Tasmana to dla nas oaza spokoju. Odcięcie się od wszystkiego. Bywa, że dosłowne, gdy wiatry miotają resztkami wiejskiego internetu :P 

Tu wszystko wraca do właściwych proporcji. To, co wydaje się nie do udźwignięcia, blednie i przestaje uwierać. Choćby tylko na chwilę…

Droga na zachód dziś głównie w chmurach. Tak gęstych i ciężkich, iż miałam wrażenie, że zaraz wgniotą nas w asfalt. Tę trasę widzieliśmy w każdej możliwej scenografii – w błękicie, deszczu, nawet w śniegu. Za każdym razem nosy i tak przy szybach. 


Te góry wywołują w nas przedziwne skojarzenia - dla mnie
to takie baby wielkanocne, dla Jacka mają kolory
ulubionych tutaj lodów o smaku Chocolate Eclaire
(Aniu, to też Twoje ulubione!)
Chmury przyszywają niebo do ziemi
Zdjęcia marne, ale chciałam choć odrobinę nastroju przemycić

A jutro Wildfods Festival, czyli największa impreza na zachodzie i najdziwniejsze, najbardziej szalone i obrzydliwe rzeczy do posmakowania ;-) Filip podekscytowany i gotowy nawet na spożycie ruszających się larw ‘huhu grubs’, bleeee… Zobaczymy! W sumie głupio byłoby wyjść z takiego festiwalu… głodnym :P

I jeszcze tylko słowo o tym, jak obcy ludzie potrafią bezinteresownie podać rękę i podnieść cię z poziomu chodnika… Tina, nasza duńska ‘towarzyszka niedoli' kopiuje moje wpisy do ‘google translator’ i próbuje wyłapać ich sens z tej mieszanki polsko-duńskiego pokracznego tłumaczenia. I wczoraj, gdy przeczytała mój ostatni post to… przyszła do nas z własnoręcznie upieczonym ciastem… Żeby poprawić nam humor… No kurczę, wzruszyłam się! Bo przecież wiem, że im lekko też nie jest. I może dlatego tak dobrze nas rozumieją… Znają z autopsji te momenty, gdy zapadasz się  i nie masz czego się uchwycić. Rozmawialiśmy długo. O tym, co będzie później. Czy wrócimy inni z Nowej Zelandii? Czy wiele się w nas zmieni? Co nam ten wyjazd dał, a co odebrał?
Myślę, że to doświadczenie już zawsze będzie dla nas istotnym punktem odniesienia. Do wszystkiego.


Thank you, Tina :-)

1 komentarz:

  1. Najważniejsze to w małych rzeczach i w drobnych gestach odnaleźć radość :) Ja ostatnio na poprawę humoru kupiłam sobie dwa zielone-wiosenne garnki do gotowania. Uśmiech nie schodził z mej twarzy długo :) Pozdrawiamy też z deszczowego Namysłowa Dorota P. z Dziewczynkami

    OdpowiedzUsuń