wtorek, 31 marca 2015

P jak.... PRZYJACIEL

Dziś będzie o P. Która jest i zawsze była. Bezwarunkowo. Która wspierała ten szalony pomysł p.t. ‘Rok w NZ’, zanim jeszcze zdążył wyparować z mojej głowy. Która wierzyła we mnie, w nas, gdy sami przestawaliśmy w siebie wierzyć. Która pomagała ogarnąć dom i sprawy, upchnąć skarpetki i smutek, co to na prawo i lewo na pięć minut przed. Która zawiozła nas na lotnisko (wraz z niezawodnym G.) i bez wahania ruszy do Berlina (wraz z niezawodnym G.) po odbiór przesyłki w postaci Fiorów czterech. Dziś właśnie o Niej.

Gdy myślę o tym, w którym momencie się stało, zadecydowało, potoczyło i rozpędziło to widzę zlepek różnych sytuacji, zdarzeń i ludzi. Ktoś zainspirował, coś się przeczytało, ktoś pomógł, coś się niby przypadkiem wydarzyło. A P. była zawsze. I ta Jej niezłomna wiara w nasze możliwości. Że damy radę. 

Gdy ja ze łzami, że my tu koniec świata, wilki jakieś, to zawsze ciepłym słowem. Tłumaczone dziesiątki razy te same rzeczy, co to w głowie bledną, gdy człowiek czuje się sam, zupełnie sam. Powtarzane, pisane, przypominane. Cierpliwie, troskliwie, czasem z tupnięciem nogą. Dojrzałe, mądre, ludzkie po prostu - zrozumienie. Nawet w chwilach, gdy bezsilną złością maile pisane do Niej. A może przede wszystkim wtedy właśnie. Bez tego ironicznego ‘masz, co chciałaś’. Bez oceniania, umniejszania, bagatelizowania. Bez uszczypliwego moralizowania. Bez odbierania nam prawa do tęsknoty i samotności, nawet gdy tam zimno i ponuro, a my nad brzegiem jeziora. 

Dziś właśnie o P., bez której ten wyjazd mógłby się był nie zdarzyć. Bez której nie wyobrażamy sobie, żeby działo się życie. Bez Niej i kilku jeszcze ważnych, niezbędnych…

Bo czasem już jestem zmęczona tym niedowierzaniem w oczach, że my do domu. Tym zdziwieniem, że chcemy tak świadomie, tak sami z siebie, choć Rosja tam pręży muskuły za progiem i ciężko przewidzieć, gdzie co zmierza. A tutaj z daleka od wszystkiego, od świata trudnego i nieprzewidywalnego, w baśniowej scenerii, można się wygodnie umościć i sobie żyć. Pewnie całkiem fajnie żyć, kto wie…? Kusząca ta wizja. 

Ale nie dla nas. 


1 komentarz:

  1. A jednak dzieje się to życie. Bez niej. Bez kilku innych ważnych...
    Nie zatrzymasz czasu. Życie mknie do przodu z tobą lub bez ciebie. Nie masz wpływu na wszystko. Możesz tylko przełknąć i iść dalej, przed siebie. Nie żałując niczego. Przede wszystkim nie żałując niczego.
    No regrets.

    OdpowiedzUsuń