sobota, 21 marca 2015

Oczami Matyldy

Teraz żyję tylko wycieczką, z której właśnie wróciłam. 
Bałam się jechać na ten obóz, ponieważ nie miałabym rodziców do pomocy, w moim otoczeniu byliby tylko  Kiwi. Ale przezwyciężyłam swój strach i pojechałam. Dobrze zrobiłam. Było SUPER !!! Droga pociągiem była przepiękna. Było pełno tuneli, a w powrotną drogę jechaliśmy mostem nad wąwozem głębokim na kilkaset metrów.
Chcecie wiedzieć, jak wyglądał obóz? Proszę bardzo.

DZIEŃ 1
Przyjechaliśmy na miejsce o 11:30. Zabraliśmy bagaże i poszliśmy do chaty, w której mieliśmy mieszkać. Potem było organizowanie pokoi i osiedlanie się. Później wyruszyliśmy na szlak prowadzący do punktu widokowego na wodospad. Ja się trochę nudziłam, bo robiliśmy już ten szlak z rodzicami. Potem robiliśmy river crossing czyli przechodzenie przez rzekę. Ja miałam krótkie spodenki!!! Pierwszy krok,  nic nie poczułam bo zanurzył się tylko but. Lecz gdy tylko woda dotknęła gołej skóry przeżyłam straszny szok!!! Woda była KOSZMARNIE LODOWATA!!!!! Nie dziwcie się, to przecież stopiony śnieg! Robiliśmy zygzak na coraz to głębszych ostępach. Woda najpierw sięgała nam do łydek, potem do kolan, a potem do pasa. Kiedy wyszłam czułam się jakbym miała nogi z brył lodu. To było okropne uczucie! Wróciliśmy do chaty przebraliśmy się, ogrzaliśmy i zjedliśmy kolacjoobiad. Potem mieliśmy czas dla siebie w pokojach. A później do łóżek ! Pierwsza noc była KOSZMARNA !!! Dziewczyny w moim pokoju gadały całą noc! I nagle jedna powiedziała „ O za minutę siódma rano! ‘’ Nie przespałam ani minuty. Istny koszmar!

Niektóre Kiwi dzieci po prostu się wykąpały w tej lodowatej wodzie!

DZIEŃ 2
Po śniadaniu poszliśmy na najdłuższy szlak na tym obozie. Był cudowny. To była taka wyprawa, jaką lubię najbardziej, czyli z wieloma przeszkodami! Było dużo głazów i kamieni, ostre zejścia i kilka razy musieliśmy przechodzić wpław przez strumień. I coś Wam powiem, znaleźliśmy norę kiwi, a w niej łup kiwi, czyli małą łasiczkę! Na końcu szlaku w wąwozie była piękna przeźroczysta rzeka. 
Po powrocie i po napełnieniu głodnych brzuchów odbył się Talent Show, czyli każdy z nas chwalił się czymś, co potrafi robić najlepiej. Większość dzieci śpiewała i tańczyła. Dwie dziewczynki cudownie stepowały! Gdy przyszła moja kolej odśpiewałam nasz hymn narodowy ( w całości!, choć zapomniałam, gdzie ten Czarnecki się wybierał, hi hi..) Wszystkim się podobało i niektórzy chcieli się nauczyć go śpiewać. Gdy próbowali powtarzać polskie słowa to brzmiało to bardzo śmiesznie ;-) Po takim męczącym dniu wszyscy od razu zasnęliśmy. Fiu, nie było gadania dziewczyn!


DZIEŃ 3
Połowę tego dnia spędziliśmy na sprzątaniu chaty, gdyż po południu już wyjeżdżaliśmy. Ale mieliśmy też fajne zabawy i zajęcia. Pierwsza zabawa wyglądała tak: wcześniej przygotowano trasę, powiązano linami drzewa i zawiązywano nam oczy. Musieliśmy pojedynczo iść wzdłuż liny i wyczuwać stopami grunt. Druga zabawa nie była aż taka fajna. Zostaliśmy podzieleni na grupy i każda grupa dostała mapę z zaznaczonymi miejscami ukrycia kolejnych wskazówek. Nasz grupa nie znalazła ani jednej ponieważ Scarlett ciągle wskazywała nam złe drogi. I tak straciliśmy prawie cały czas :-( Wracaliśmy ponownie pociągiem. Na stacji było bardzo miło ponieważ rodzice i Fitek tam na mnie czekali. To były bardzo udane trzy dni.

A tu budowaliśmy szałasy

Jeśli chodzi o pobyt w Nowej Zelandii, to jest OK. Lecz muszę wyznać, że nigdy nie czułam aż takiej tęsknoty. Ten wyjazd pomógł mi zrozumieć, czego naprawdę potrzebuję do szczęścia – to znaczy Was wszystkich przyjaciół i Lukę. 
Ten nowy rok szkolny jest dla mnie o wiele lepszy od poprzedniego. Teraz mam więcej wolności i o wiele więcej rozumiem. Jest mi dużo łatwiej. Moją najlepszą przyjaciółką jest Livvy. Często się spotykamy, a po powrocie chcemy się łączyć na Skype. 

Mama pyta na koniec, czy będzie mi trudno stąd wyjechać.. Myślę, że raczej nie. Mam tu wprawdzie jedną przyjaciółkę, ale to za mało, żebym mogła tu zostać. Cały czas myślę już o wyjeździe; o spacerach z Luką, o wyprawach do Babci Bronii, o spotkaniach z Majką. I nie mogę już doczekać się lotów samolotami, bo bardzo lubię tam oglądać filmy i bajki. I bardzo lubię latać samolotem :-)

Napisała: Matylda ;-)  

Tak wygląda główny (jedyny zresztą) dworzec kolejowy w
drugim co do wielkości mieście w NZ :P Więcej torów niet!
Nadjeżdża Matysia!
Stęsknili się za sobą ;-)
Swoim zwyczajem choć te 5 groszy dodam ;-) To, co nas bardzo urzekło w kwestii obozu szkolnego to jego edukacyjna wartość! Kilka tygodni przed wyjazdem dzieci przygotowywały się skrupulatnie w szkole, tworząc własne Camp Books, czyli obozowe książki zawierające różne informacje na temat danego obszaru, jego historii, zwierząt tam występujących. Do tego strona organizacyjna wyjazdu  - podział na grupy, plany poszczególnych dni, etc. Mnóstwo ciekawostek, wartościowych informacji wyszukiwanych wspólnie. Cały wyjazd potraktowany bardziej jako projekt edukacyjny niż wyrwanie się z rzeczywistości szkolnej na zasadzie ‘hulaj dusza, piekła nie ma’. Myślę, że warto się temu bliżej przyjrzeć i może dać się zainspirować..?    
          
                                               

6 komentarzy:

  1. No Matyldzia jestes WIELKA . Na koncu swiata z dala od rodzicøw od Filipka i dalas rade . Jestesmy dumni z Ciebie. BRAWO. HURRRA!!! Serdecznie pozdrawiamy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękna przygoda, brawo Matylda.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jesteś bardzo dzielna Matyldo. I szacun za propagowanie naszego hymnu za granicą :-) Pozdrawiamy

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak czytałam tą relację z Twoich przeżyć Matysiu to jakbym Ciebie słyszała, pięknie umiesz opowiadać, A już zaśpiewać hymn przed całym obozem Kiwi to nie mała rzecz - brawo!. Cieszymy, że dałaś radę i jesteśmy bardzo dumni. My też bardzo za Wami tęsknimy :). A.K.

    OdpowiedzUsuń
  5. Pojechała dziewczynka, a wróci kobietka :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Pojechała dziewczynka, a wróci kobietka :-)

    OdpowiedzUsuń