środa, 18 marca 2015

Oczami Filipa

Co najbardziej podoba mi się w Nowej Zelandii?
Z kolegami lubię grać w koszykówkę. W czwartki na lunchu mamy treningi z mamą Charliego, mojego drugiego najlepszego kolegi. Bo pierwszym jest Toby. Razem z Toby’m lubimy się bawić, często chodzimy na nowy plac zabaw i Toby bardzo mi pomaga w szkole, jak czegoś nie rozumiem. W szkole lubię jeszcze lekcje z Kapa Haka – tam śpiewamy i tańczymy po Maorysku. Jak mamy przerwy na morning tea lub lunch to często znajdujemy martwe motyle. Są pomarańczowe i mają dużo kółeczek.

Na lekcjach lubię najbardziej Maths, czyli matematykę. Najczęściej moja grupa robi zadania na komputerach. Też bardzo lubię plastykę – robimy portrety z różnych papierów, farbą. Dużo przyklejamy. Teraz uczymy się dużo o ptakach Nowej Zelandii. Wyklejamy teraz dużego ptaka Kereru.

Jak przychodzę do domu po szkole to lubię chodzić na plac zabaw. Czasami przychodzą tam Klara i Oskar. Oni są z Danii. Klara to moja koleżanka z klasy, a Oskar to jej brat. Na placu zabaw najczęściej robię salta i wieszam się do góry nogami. Rodzice mówią, że jestem sprawny i wysportowany :-) Często też chodzę z rodzicami na spacery nad jeziorko i karmimy kaczki. Tam są inne ptaki niż w Polsce. Niektóre, jak je karmimy, to dziękują i machają ogonkiem! Raz znalazłem tam gniazdo w krzakach.

Lubię jeździć na Zachodnie Wybrzeże. Najbardziej lubię tam uciekać przed falami, kąpać się i rzucać się z Matyldą wodorostami w strumyku. Raz, jak mieliśmy już wracać, to z Matyldą poszliśmy nad ten strumyk i rzucaliśmy się błotem i glonami. Byliśmy cali ubrudzeni i mama na nas nakrzyczała :P Niedawno byliśmy na festiwalu dziwnego jedzenia i jedliśmy tam larwy, ślimaki, mózgi owcy i świerszcze w czekoladzie. Najbardziej smakowały mi świerszcze. Jak się je jadło to łaskotały. Ale ja najbardziej tęsknię za pierogami Pani Eli. 

Najbardziej chyba będzie mi brakowało zabawy z kolegami, których już chyba nigdy nie zobaczę :-( Ale tęsknię też za moimi kolegami z Polski. Niektórych już zapominam. 
Mama pyta, czy chciałbym wrócić. Pół na pół, bo nie chcę opuścić moich kolegów w Nowej Zelandii, ale chcę już wrócić dlatego, że chcę znów ujrzeć moich przyjaciół, bliskich, Lusię!
W Nowej Zelandii robię się już Kiwi i wolę chodzić na boso niż w butach. 

Wysłuchała i spisała Filipkowy strumień myśli mama Marta (nie zmieniając ani słowa) :-)

Zdjęcia w wykonaniu Filipa:


Bardzo podobają mi się te słoneczniki przed szkołą
Mój przyjaciel Toby
Z chłopakami wygłupialiśmy się na lunchu ;-)
Czasami bawimy się słupami jak mikrofonami
Martwy motylek
A tu Matylda układa puzzle 2000! Już drugi raz je układa!
Ja tylko dodam, że nasze drugie dziecię wyruszyło dziś z klasą na trzydniowy obóz w góry i obiecało podzielić się wrażeniami po powrocie. Rano odwieźliśmy na pociąg (niemała atrakcja, bo to popularna trasa TranzAlpine). Emocje były, ściśnięte gardło też, ale dzielna ta córka :-)


No to pa! Po lewej nauczycielka Matyldy, Rachel. 

5 komentarzy:

  1. Dla nas - dorosłych - rok to moment dosłownie, dla dzieci - wieczność. Już o tym zapomniałam. Uściski dla Filipa i Matyldy, są super dzielni!

    OdpowiedzUsuń
  2. Wcześniej w ogóle nie pomyślałam, że Wasz powrót będzie się też wiązał ze smutkiem i rozstaniami.... A przecież dzieci zostawią tam trochę siebie, znajomych, ulubione miejsca. Pięknie to Filipek przekazał i zmusił do zadumy. Dzięki Filipku :) A.K.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie... Filip zostawi tam 1/8 swojego życia...

      Usuń
  3. Bardzo fajny wpis, rozczulający:).

    OdpowiedzUsuń
  4. Filipie, mądry z Ciebie chłopak :) Pielęgnuj przyjaźnie zawarte w NZ, a chłopaki na pewno kiedyś odwiedzą Cię w Polsce :)

    OdpowiedzUsuń