sobota, 14 lutego 2015

Wina, wina dajcie!

Powiało chłodem (akurat na weekend), syn się rozchorował (bo przecież weekend :P), więc z nosem przy szybie, tęsknym wzrokiem wodzimy za chmurami przetaczającymi się po niebie. Ratować resztki dobrego nastroju trzeba, więc wina, wina dajcie ;-)

O winach miało być i jest. Nie będę udawać tu konesera i znawcy, daleko mi do nich. Ale wino lubię. Trochę poczytałam, trochę poszperałam, wypiłam już nieco, więc jakieś podstawy są. Z lampką rześkiego Sauvignon Blanc obok mogę podzielić się swoją szczątkową wiedzą ;-)


Wina dostępne są tutaj wszędzie - szeroką ofertą alkoholi poszczyci się każdy market, choć te mocniejsze trunki  dostępne są tylko w sklepach alkoholowych. Co ciekawe, podobnie jak w Mc Donald’s, większość tych sklepów jest w stylu ‘drive thru’ – podjeżdżasz pod same drzwi, wskakujesz i pakujesz, czego dusza zapragnie. Z przyczyn oczywistych wina pijemy raczej z dolnej półki :P Choć będąc z dziewczynami w drodze do Queenstown zatrzymaliśmy się w winiarni na odludziu (już wcześniej wpadła Jackowi w oko) i pokosztowaliśmy droższych smaków, udając (co niektórzy), że yhm… taaaak, ten szczep, yhm… ;-) Po darmowej degustacji wypada nabyć chociaż butelczynę najtańszego z kolekcji, jakoś tak nie pasuje wyjść z pustymi rękoma. Wybraliśmy czerwone i białe (i to powinno dać obraz tego, na jakim poziomie jest moja wiedza w tym temacie!), a dopiero przy kasie zatrzęsła się ręka, gdy cena wyszła na jaw. Cokolwiek by nie mówić, delektując się tymże winem wieczorem przed trzydniową wyprawą czuliśmy wykwintne smaki na podniebieniach :-) Zaletą nowozelandzkiego wina, niezależnie od ceny, jest zakrętka zamiast korka, dzięki czemu nie trzeba taszczyć ze sobą korkociągu, co znacznie ułatwia życie w takich sytuacjach.


Jeszcze z dziewczynami...
 
 
 
 
 
Ania zawsze prawdę powie ;-)
A jak nie powie... to i tak widać!
 
To ten wstrząsający moment prawdy! Cena wyszła na jaw :P
Garstka faktów i informacji dla tych bardziej zainteresowanych. Nowa Zelandia należy do stosunkowo młodych krajów winiarskich – na scenie dopiero pierwsze pokolenie winiarzy, a już wychodzą stamtąd na świat wina naprawdę najwyższej klasy. Produkuje się tu więcej win białych  niż czerwonych. Za najbardziej znane białe wino Nowej Zelandii uważa się Sauvignon Blanc z Marlborough, ale niezłe są też rieslingi czy chardonnay. Długo swojego charakteru nie mogły tu znaleźć wina czerwone. Ostatecznie na przód peletonu wysforowały się: pinot noir, cabernet sauvignon i pochodzący z południowej Afryki pinotage. Charakterystyczne wino z Nowej Zelandii ma bardzo intensywny aromat owocowy i rześką kwasowość. Nawet my, koneserzy dolnej półki ;-) potrafimy czasem wyczuć różnice i docenić walory smakowe, choć jak czytam opisy typu ‘…o smaku i zapachu agrestu, limonek, zielonych szparagów; z posmakiem czerwonego pieprzu, agrestu, ziół czy bogate w smaki i aromaty laskowych orzechów i cytrusów’, to bardziej widzę to wzrokowo, niż czuję smakowo. A chciałoby się, bardzo chciałoby się umieć te smaki językiem wyłowić!

Z ciekawostek mniej lub bardziej interesujących:
 - produkcja win nowozelandzkich rozciąga się praktycznie w całej szerokości geograficznej kraju (regiony winiarskie rozpostarte są na przestrzeni około 1600km), w związku z czym produkowane alkohole są wytwarzane w różnych warunkach, z rosnących w zróżnicowanym klimacie owoców. Dlatego właśnie każdy koneser wina może tu znaleźć coś dla siebie.
 - ogólnie rzecz ujmując, można powiedzieć, że wina czerwone wypadają lepiej na Wyspie Północnej, a białe - na Południowej (panuje tu nieco chłodniejszy klimat).
 - to tutaj znajdują się winnice, które są wysunięte najdalej na południe na całym świecie.
 - obowiązuje tu zasada 85%, to znaczy że wino z podanym na etykiecie rocznikiem, regionem i szczepem przynajmniej w 85% pochodzi z podanego na butelce rocznika, regionu i szczepu.


Tyle w temacie win. Liczę, że kierując się na północ wyspy, czyli w kierunku Malborough uznawanego za najważniejszy i najbardziej prestiżowy okręg winiarski NZ (tutaj znajduje się ponad 40% winnic całego kraju), będziemy mieli jeszcze okazję do niejednej degustacji ;-)
A tymczasem kilka ciepłych winnych wspomnień...


 
Tu na pierwszym planie nasza... Żubrówka!
Prezent dla Billa
 

2 komentarze: