wtorek, 3 lutego 2015

Myśli nieuczesanych ciąg dalszy…

Plączą się po głowie, oj plączą… różne, radosne, smutne, stęsknione, wybuchowy mix. Wyławiam te neutralne, wyciszam te uwierające. I tak do przodu ;-) 

Będąc w Nowej Zelandii i podróżując po jej różnych obszarach możesz zanurzać się we wszelkie możliwe strefy klimatyczne. Idąc od dołu: prawie subarktyczny klimat powoli przechodzi w znany z ekstremalnych wahań zimny klimat umiarkowany: upalne, suche lata, a zimy mroźne (np. w miasteczku Alexandra temperatura w ciągu roku waha się pomiędzy +40°C a –20°C!). Im bliżej północy tym klimat coraz bardziej subtropikalny – wilgotno, parno. A tak naprawdę to w kraju otoczonym z każdej strony wodą wszystko zależy od tego, co przyniosą wiatry!


Christchurch leży w rozległej, rolniczej prowincji Canterbury, w której opady są tak naprawdę rzadkością. Bywa zimno, wieje strasznie, zdarzają się mżawki, ale takie typowo deszczowe dni to mogłabym na palcach policzyć od naszego przyjazdu. Dlatego nieodłącznym elementem krajobrazu nizinnej Canterbury są pastwiska i farmy usiane olbrzymimi spryskiwaczami, które działają całodobowo, niezależnie od pogody. 


 
 
 

Początkowo dziwiliśmy się, bo przecież statystyki opadów bywały imponujące. Tyle, że bardziej dla zachodniego wybrzeża, gdzie Alpy stworzyły skuteczną blokadę dla chmur idących z zachodu. Tutaj po pierwszych cieplejszych tygodniach wszystko wokół zaczęło przybierać kolory spalonej żółci. I jak widzę te owce i krowy na wyschniętych pastwiskach to dziwię się, jak one są w stanie przeżyć…

Chcesz kupić działkę pod zabudowę? W naszym kraju budujesz dom, a po latach brodzenia w błocie może wybudują ci drogę. Z naszego
okna możemy obserwować, jak od podstaw powstaje osiedle. Najpierw budują… drogę :-P Chodniki, latarnie, takie tam ‘drobiazgi’. Uzbrajają działki. Dopracowują szczegóły. I wtedy możesz wkroczyć ty i zacząć się budować. Czasem potrafią nas tu zaskoczyć ;-)

Z lekką goryczą stwierdzamy, że Kiwi są w 100% nacjonalistami, momentami zahaczającymi o dobrze skrywaną ksenofobię… Otwarci, przyjaźnie nastawieni, ciekawi turystów (w końcu gospodarka kraju na tym też bazuje), do emigrantów podejmujących pracę podchodzą z wielką rezerwą. Zdecydowana większość firm reklamuje się hasłem: '100% owned and operated by KIWI! I hasła w tym deseniu widnieją wszędzie, nawet w lokalnych knajpkach i sklepach… Oczywiście, można podziwiać patriotyczną postawę i dumę z własnej tożsamości, ale trudniej, gdy zamyka ona drogę innym ludziom. Bo nie będąc ‘100% Kiwi’ jesteś na dalekim, szarym końcu kolejki. 


Christchurch posiada zapewne jedynego na świecie uznanego przez władze czarodzieja :-) W 1990 premier przyznał mu oficjalnie tytuł ‘Wizard of New Zealand’. Teraz latem można go spotkać codziennie na Placu Katedralnym, gdzie wygłasza swoje kontrowersyjne tezy, naśmiewając się z mądrości, poruszając globalne problemy i wygłaszając teorie np. o wyższości mężczyzn nad kobietami. Sic! Ten ciekawy jegomość przybył do NZ w latach 70-ych prawdopodobnie z Anglii i początkowo próbowano go przepędzić. Z czasem wrósł w pejzaż Christchurch i stał się jego ikoną. 


 
 

Twórcy klapek-japonek oraz skuterków (u nas zwanych hulajnogami) powinni zostać obwołani narodowymi bohaterami NZ ;-) Nie da się tu bez nich żyć. Wszechobecne (japonki nawet zimą!), w każdej ilości, w każdym możliwym wydaniu. Z tym zawsze będzie mi się kojarzyła NZ!


Za serce chwytają mnie takie dowody zaufania. Jak ta ‘biblioteczka’ przy chodniku – weź, co chcesz, ale zostaw też coś w zamian. Proste i logiczne. Czy u nas by zadziałało..? Pomijam przydrożne wystawki owoców, warzyw i ‘honesty boxes’ (dosłownie - pudełka uczciwości), czyli skrzyneczki na pieniądze, które wrzucasz chcąc coś kupić. Nie ma sprzedawcy, nikt nie pilnuje. Każdy zakłada, że NIE MA INNEJ OPCJI! 



Tyle myśli na dziś. Liczę, że dzięki nim możecie spojrzeć na ten raj z każdej możliwej perspektywy. Choć, jak zawsze podkreślam, subiektywnej, naszej. 
I na koniec taka prośba, czy raczej informacja – po pokonaniu wrodzonej nieśmiałości i oporów puściłam los na loterii ;-) Jeśli macie ochotę, jeśli cokolwiek Wam ten blog wniósł w życie możecie go wesprzeć wysyłając sms (informacja obok). Bo w sumie… dlaczego by nie? ;-)

5 komentarzy:

  1. Zagłosowałam i mocno trzymam Kciuki:)
    K.K.

    OdpowiedzUsuń
  2. Oczywiscie ze zaglosowalam. Poznajemy NZ bedac w domu za co serdecznie dziekujemy. Powodzenia

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję :-) Wyjdzie, nie wyjdzie - nie ma znaczenia. Liczy się to, że Wam się chce :-)

    OdpowiedzUsuń