środa, 14 stycznia 2015

Z pamiętnika glazurnika - część ósma

Dawno się nie meldowałem na blogu i dzisiaj też nie bardzo jest z czym. Obiecałem sobie za dużo nie narzekać, więc nie ma za bardzo o czym pisać, ale życie glazurnika łatwe nie jest i kropka. 

Dla utrzymania ciągłości, słów kilka z firmy: szef gips zdjął, zakupił nowe auto, wyjechał na swoje pierwsze wakacje zostawiając mnie samego w biurze/garażu/magazynie na prawie trzy tygodnie, skutecznie doprowadził do zmasowanego ataku na firmę wszystkich możliwych instytucji kontrolujących, w tym urząd imigracyjny i tutejszy PIP - to tak w olbrzymim skrócie osiągnięcia ostatnich tygodni. W międzyczasie ukończyliśmy w grudniu przed świętami tyle robót, że starczyłoby na dwa miesiące, ale wiadomo, święta, każdy chce zdążyć, skończyć, zapłacić, zapomnieć, na urlop wyjechać. A świąteczne urlopy w NZ to nie żarty - poza handlem większość firm zamknęło się na dwa-trzy tygodnie! Jeśli nie kupiłeś czegoś przed 20 grudnia, jak na przykład cegły szklane dla miłej Pani Doktor z poprzedniego wpisu, to następna szansa.... 12 stycznia:-) Są lepsi oczywiście - firma HR Garlick zaprasza 19 stycznia. W tej sytuacji nawet tacy zapaleńcy jak my, którzy chcieli pracować, musieli zadowolić się opcją "na pół gwizdka". Absolutnie nie narzekałem. Udało się przygotować na przyjazd delegacji z Polski, która na krótko pozwoliła zapomnieć o codziennych drętwotach.
Wracając do czekających nas kontroli, to może się okazać, że po przyszłotygodniowym urlopie nie będzie do czego wracać :-) Mój szef ma szczególnie lekki stosunek do "papierków" - faktury? po co?, karty godzin pracy? się dogadamy.., płatności? się dogadamy..., umowy? się dogadamy... Mam nadzieję, że skończy się na grzywnie, ale... nie wiem, do czego jeszcze dokopią się lokalni urzędnicy i jaki jest powód zmasowanego ataku. Jak w każdym wpisie mogę powtórzyć - nudy nie ma!


Aha, i proszę mnie źle nie odebrać. Nie liczę na współczucie. Zgodnie z naszą cudowną polską naturą przekaz z kraju pozostaje w większości bez zmian: chciałeś, to masz:-) I to dobry przekaz, rzeczywiście mam, co chciałem, nawet w nadmiarze. Pewne rzeczy wyobrażałem sobie inaczej, to oczywiste, ale trudności i rozczarowania dotyczą wyłącznie świata glazurniczego. W świecie "domowym" udaje się odkrywać NZ, a to jeden z głównych powodów tej przygody. Tylko przeskakiwanie między tymi światami jakoś niezmiennie męczące.

2 komentarze:

  1. Jakby co, to wiedzą kadrowo-płacową służę ;-) Z doświadczenia wiem, że kontrola musi coś znaleźć i czasami lepiej im jakiś "brak mniejszego kalibru" samemu podsunąć, żeby usatysfakcjonowani byli i nie szukali dalej. iwona

    OdpowiedzUsuń
  2. No to widzę tu szansę na biznes.. Skoro wszystkie sklepy w NZ zamknięte to trzeba otworzyć własny :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń