wtorek, 6 stycznia 2015

W tym rzecz

Naprawdę spojrzałaś na to miasto łaskawym okiem – to usłyszałam dziś od dziewczyn po długim spacerze uliczkami Christchurch. Były wstrząśnięte ogromem zniszczeń po trzęsieniu ziemi. Przecież w lutym miną 4 lata, a całe centrum to nadal jeden wielki plac budowy. Z mnóstwem ruin i zdewastowanych budynków, czekających cierpliwie w kolejce do rozbiórki. Opustoszałe i wymarłe. Jedynie turyści szwendają się pstrykając fotki. Stają na tle rozpadającej się katedry i z głupawym uśmiechem pozują do zdjęć, ech… Przy katedrze zawsze robi mi się smutno. Bo to takie miejsce, którego nijak nie da się odbudować, powołać na nowo do życia. W ChCh od dawna trwa debata, czy ratować jej ruiny, czy iść do przodu i wyburzyć do końca, zastępując inną, nowoczesną alternatywą… Trudno ocenić, bo z jednej strony mógłby to być swoisty pomnik upamiętniający to tragiczne wydarzenie. I jakoś nie ‘wypada’ dokończyć dzieła zniszczenia…. Z drugiej strony - czy to dziwne, że mieszkańcy chcą zapomnieć o dramacie i żyć dalej, iść do przodu bez oglądania się wstecz, wypełniać przestrzeń nową formą? Nie nam oceniać. 

Starałam się, mimo wszystko, pokazać dziewczynom to miasto takie, w jakim ja się zakochałam. Z całym jego zdeterminowaniem i uporem, żeby się nie poddać. Z tą wiarą, że nawet na gruzach można stworzyć nową rzeczywistość. Że w sytuacji, gdy – wydawałoby się – niewiele już warto, właśnie wtedy szczególnie należy się starać! Że tak naprawdę zawsze warto wykonać wysiłek, żeby coś zmienić. Tak ja odbieram Christchurch. Mając świadomość, że każdy kolejny dzień może być powtórką dramatu, bo przecież nigdy nie masz pewności… Mając TAKĄ świadomość i, mimo to, wkładać wysiłek w odbudowę miasta i własnego życia – to naprawdę wymaga nie lada siły, determinacji i charakteru. Tylko brać przykład… Ja mam ogromny sentyment do tego miejsca. Bo przypomina mi o tym, jak wiele pokory trzeba mieć w sobie wobec nieprzewidywalnego. 


Kurz, gruzy, ruiny – to jedno. Ale kolorowe miejsca tętniące życiem to inny wymiar. Kontenerowe centrum kafejkowo-sklepowe Re:Start, wypełnione tłumami, barwne, pachnące międzynarodowymi smakami… Pijemy pyszną Flat White na tarasie Hummingbird Coffee, oglądając występ uliczny, jest przecudnie… Spacerujemy wzdłuż malowniczej New Regent’s Street, tramwaj jedzie jej środkiem, na ławce przycupnęli czarodzieje (ikona Christchurch). W Ogrodzie Botanicznym nadal kwitną róże. Pachną nieziemsko. I wtedy zapominasz. Że to miasto w oczach wielu utraciło sens istnienia. Zapadło się. Zapominasz i cieszysz się małymi wielkimi rzeczami. Jak tym intensywnym zapachem róż. Czy smakiem kawy. Kolorami muralu na ścianie ruiny. 


Dostrzegać piękno i sens tam, gdzie – obiektywnie- nie ma ono racji bytu. W tym cała rzecz. 


 
Jedna z około stu kolorowych żyraf
rozsianych po całym mieście
W przejściowej tekturowej katedrze
 
Nie sposób oprzeć się owieczkom Lego ;-)
Ulubiona żyrafa Matyldy
Ale że niby co??? Jeździ przez środek budynku?!
Są i czarodzieje na New Regent's Street
W Muzeum Canterbury
 
W Ogrodzie Botanicznym kwitnąco-pachnąco
 
Jak widać, huśtawki na sekwojach to
frajda nie tylko dla dzieci ;-)
 
 
Jeszcze jedno sztachnięcie!

A wieczorem pływanie :-) Jakże ono smakuje z tymi, co czują uzależnienie od chloru jak ja ;-)

3 komentarze:

  1. Wszystko fajnie tylko jak Jacek i Filip wytrzymują z pięcioma kobietami w domu ? :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest pięknie - obiad na stole, posprzątane, piwko podane i gazeta w ręku. Wszelkie inne zachcianki obu Panów spełniane są bez zbędnego szemrania i protestów... a później obaj z Filipem się budzimy i jakoś dajemy radę w tych trudnych warunkach:-)))) A poważnie, to nie zamienilibyśmy tego na nic innego - marzyła nam się pełna chata i jest.

      Usuń
  2. Ale Wam fajnie,tylko gdzie to lato?no i dlaczego basen wieczorem a nie ocean? :-)

    OdpowiedzUsuń