środa, 7 stycznia 2015

50+

Wyprawa w stylu Kiwi. Nieważne gdzie, nieważne jaki szczyt i czy w ogóle ma nazwę. Ważne, że idziesz przed siebie, masz wokół przyrodę, piękne lasy, rozśpiewane ptaki, widoki – to się liczy. Ważne, że coś robisz aktywnie i jest Ci z tym dobrze. Że nie siedzisz w czterech ścianach. To wydanie Kiwi w stylu Dona i Judy. Judy – wiadomo. Wulkan energii. Jak powiedziałam jej, że powinna teraz siedzieć na tarasie domku na Zachodnim Wybrzeżu i popijając wino spisywać swoje niesamowite dzieje, to tylko uśmiechnęła się filuternie i stwierdziła, że właśnie to jest jej wielki problem – że nie umie usiedzieć dłużej w jednym miejscu. Cała Judy :-)

Don, przyjaciel Abramsów, którego poznaliśmy niedługo po przylocie. Zabrał nas dziś z Judy na ambitny 11-kilometrowy szlak (choć twierdził, że to tylko jakieś 5km, ale chyba  W LINII PROSTEJ!!!). Przez lasy, góry, łąki, zbocza, pastwiska. Nie mam pojęcia gdzie dokładnie, bo nie było żadnych nazw (tylko tabliczka, że rezerwat Packhorse), a Don, jako stuprocentowy piechur i wieloletni przewodnik, który zszedł wszystkie możliwe szlaki w NZ, ma swoje własne ścieżki. To my jak te owieczki pokornie za nim i, uczciwie przyznaję, ciężko było mu dotrzymać kroku… :P Nawet zadyszki nie miał na stromych podejściach. I UWAGA – dla przypomnienia: Don ma… 82 lata!!! Przepis na taką długowieczną kondycję? Ruszać się, być aktywnym! Taki Jego sekret ;-) 


Po żwawym marszu (dzieci trochę jęczały, ale dały radę) dotarliśmy do celu. Chata udająca schronisko. Wybudowana na początku XX wieku z lokalnych pozostałości wulkanicznych. Każdy może się w niej schronić, przenocować, zatrzymać na chwilę. Warunki… hmm, bardzo podstawowe – dwa pomieszczenia z pryczami, plus jedno z paleniskiem. Toaleta i jakiś kranik na zewnątrz. I to by było na tyle ;P Nikt tego nie pilnuje. Wchodzisz jak do siebie i korzystasz. Oprócz nas w chacie kilka osób. Średnia wieku….. 50+. Tak sobie wędrują i spędzają wolny czas Kiwi, ale, jak wynika z naszych obserwacji, głównie ci starszej daty. 


Jutro dziewczyny wyruszają  na wieloryby.  A ja z dziećmi ruszam do sprzątania domu :P 


 
 
 
 
 
 
 
 
Przedsmak tego, co nas czeka na
trzydniowym szlaku już za 2 tygodnie!
 
 
 
I w drodze z powrotem

Dla czujnych, co z troską mi piszą - ja wiem, że matryca aparatu szwankuje i chwilowo nie mam co z tym fantem począć :-( Martwią mnie plamy na zdjęciach, choć, jak niezawodna Jo stwierdziła - co się przejmujesz, to jak Twoja sygnatura ;-)

4 komentarze:

  1. Tylko pozazdrościć Judy i Donowi takiej kondycji.

    OdpowiedzUsuń
  2. takie piękne te zdjęcia, że do tej pory nie zauważyłam żadnych plam... wpatruję się w te zdjęcia i nogami przebieram bo już w góry mi się chce....

    OdpowiedzUsuń
  3. no i zawsze podziwiam dzieci za ich wytrwałość w wędrówkach... moje dziecię zawsze męczy mnie powszechnie znanym ze Szreka pytaniem: daleko jeszcze?? ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Podziwiam i zazdroszcze ! Zaraz ruszam z moja przyjaciølka w trase. Serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń