poniedziałek, 22 grudnia 2014

Wpis bardzo osobisty*

Znów ten moment, gdy czujesz, jak bardzo pomogłaby sama obecność przyjaciół. Chęć dzielenia się czasem. Jakie cuda zdziałałby ten psi łeb na twoim kolanie. Te kochane oczy przewiercające na wylot, że już nie masz wyjścia. No nie masz. Wstajesz i biegniesz w las, widzisz psią radość i szczęście, i do własnego nic więcej ci już nie trzeba. Gdy przypominasz sobie, jaki smak ma pływanie w grupie. Gdy nie siedzisz sama na brzegu, z uporem wpatrując się w wodę i licząc, że jej temperatura wzrośnie od samego spojrzenia. Ten moment, żeby się tylko zanurzyć. Żeby nie być wtedy samej.
  
Tak łatwo wskoczyć pod koc i się schować. Opatulić się swoimi słabościami, że za trudno/za ciężko/za dużo problemów/za zimno/za wietrznie… Bardzo łatwo. Tyle godzin przegadanych z własnym umysłem – dasz radę/ nie dasz/ wstawaj/ nie chce mi się/ nie ma sensu… 


Kolejna bitwa myśli i kolejne małe zwycięstwo, które umacnia od środka. Daje siłę, by przy kolejnej chęci zanurkowania pod koc ucinać negocjacje z własnym umysłem. Każda najmniejsza wygrana z własnymi słabościami minimalizuje to obezwładniające poczucie, jakbyś był sam, zupełnie sam na końcu świata…  


Żeby się zawsze chciało chcieć. Takie moje świąteczne życzenie. Dla siebie i nie tylko. 



*nie wiem, dlaczego taki tytuł..czasami coś 'mi się napisze' i już tak zostawiam. Bez wnikania w szczegóły.

1 komentarz:

  1. Dasz rade , bo jestes silna ! Madra i wiesz czego chcesz i czego oczekujesz. Chwile slabosci wszyscy mamy nawet otoczeni rodzina i w wlasnym kraju. Usciski. Czekamy na dalsze relacje i piekne zdjecia.

    OdpowiedzUsuń