niedziela, 14 grudnia 2014

Palcem po mapie

Bo mapę to trzeba czytać ze zrozumieniem :P

Jak planowaliśmy w Polsce palcem po mapie to wydawało się nam, że wszystko tak blisko, na wyciągniecie ręki. Takie tam dwie wysepki, co to obskoczymy i w każdy zakątek zajrzymy. Akurat… Gdyby chcieć przejechać samą Wyspę Południową wzdłuż to jest to odległość mniej więcej taka jak z Polski do Holandii. Czyli wcale nie tak mało. I nie mam tu na myśli jazdy cywilizowanymi autostradami, ale nowozelandzką highway, często przeistaczającą się w górską serpentynę z zygzakami i zakrętasami przyprawiającymi o palpitację serca. O reakcjach trawiennych nie wspominając. Plany to jedna sprawa, ale ich realne urzeczywistnienie to już inny wymiar :P


„Jeśli pobyt jest krótki – tygodniowy lub nieco dłuższy – najlepiej poświęcić go na zwiedzanie jednej wyspy, mimo, że możliwe jest w tym czasie zobaczenie wszystkiego co najlepsze ma do zaoferowania cały kraj.” (według przewodnika National Geographic). B-Z-D-U-R-A. Bo jedziesz potem z nadzieją i planami, a na miejscu okazuje się, że, owszem, możesz zobaczyć całą wyspę, ba – obie wyspy, w przeciągu takiego czasu, ale… z okna samochodu. Bo nie dasz rady, fizycznie jest to niemożliwe, żeby nacieszyć się tym, co faktycznie ma do zaoferowania ten niesamowity kraj. A jest to, przede wszystkim, unikatowa przyroda i nie da się jej docenić bez poświęcenia czasu. Bez zatrzymania się. Bez przejścia iluś tam kilometrów. Rozumiem i mam świadomość, że większość może wyszarpać jedynie 2-3 tygodnie i zwyczajnie nie ma innej możliwości, jeśli przyjeżdża tu w celu stricte turystycznym. I chciałoby się zobaczyć wszystko, te ‘must see’ właśnie… Nie da się. Albo inaczej – da się, ale w biegu. Więc chyba bardziej uczciwie byłoby w przewodniku napisać – skup się w tym czasie na tym i na tym, a na pewno poczujesz smak NZ. Nie pędź przed siebie, bo w ostatecznym rozrachunku zostanie ci potworne zmęczenie i niedosyt. 


Będąc tu tak długo i tak nie zobaczymy wszystkiego. I ja już wyleczyłam się z tej myśli. Najbardziej cieszą mnie chwile, jakich pełno było w ten weekend – spokojne spacery wzdłuż oceanu, kilkunastokilometrowe szlaki subtropikalnym lasem wzdłuż koryta krystalicznie czystej rzeki, cudownie wyczerpujący szlak górski z widokami wartymi każdego zmęczenia… I jeszcze przyszło lato, więc czego chcieć więcej? :-)


I takie chwile będę pamiętać. Taką Nową Zelandię chciałabym przywieźć w sobie. 

Jedna z tych 'naj..' - czyli 1 z 10 najbardziej malowniczych
tras na świecie. Ulubiona trasa motocyklistów. I nie tylko :-)
 
 
Idziemy raźnym krokiem, mimo, że Filip (za przeproszeniem)
gile do pasa, a Jacek z przewianym karkiem.
 
 
Skały naleśnikowe tym razem pod błękitem nieba :-)
Co masz? Pokaż! Weki są prześmieszne!
Taki widok rano z okna...
Gdzieś w drodze. Jako zwierzęta hodowlane w NZ
Jakaś przypadkowa plaża i oczekiwanie na zachód słońca
 
 
 
 
Prawie całe podejście jak ostatni fragment na Śnieżnik...
Ale dały radę :-) Jak zawsze!
TAM???!!!
 
 
 
 
I już w drodze do domu....

Kto chce więcej to zapraszam tutaj ;-)

2 komentarze:

  1. Dech zapiera .... jest przepieknie poprostu cudownie, to jestescie w raju. A my w cieniu za Wami ogladamy i przezywamy , bo przeciez poznajemy ten " RAJ" Twoim obiektywem i komentarzem.Dziekujemy i czekamy z zapartm tchem na dalsze.....

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak patrząc na te piękne zdjęcia oczywiście zachwycam się się przyrodą NJ, jej rozmaitością i różnorodnością, ale myślę, że podczas tej przygody to Wasze dzieci najwięcej czerpią z tego czasu, który możecie im poświęcić.

    OdpowiedzUsuń