niedziela, 28 grudnia 2014

Czekając na...

Lato. Grzeje. Ocean chłodzi niedosmarowane, czerwono-piekące skrawki ciała. Leniwie. Spokojnie.

O takich dniach marzyliśmy po przyjeździe tutaj, gdy tylko szaro-buro-beznadziejnie. I się doczekaliśmy. To te dni, gdy czujesz, że wiele, niewyobrażalnie wiele jesteś w stanie znieść, żeby właśnie takimi chwilami móc się nacieszyć. Wiele jesteś w stanie sobie odmówić, z wielu rzeczy zrezygnować, żeby przez moment poczuć się jak w raju. Choćby tylko przez moment.


Sprzątamy, robimy zakupy, planujemy, a przede wszystkim cieszymy się i liczymy godziny (już tylko godziny!!!) do przyjazdu naszych przyjaciół :-) Mieć je tutaj przez miesiąc, wszystkie trzy, to aż nadto ;-) Nie wiem, jak je wypuścimy z powrotem, nie wiem, czy dam radę… Póki co liczę – jeszcze tylko 40 godzin i 29 minut!


 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

4 komentarze:

  1. Te zwizualizowane 40 godzin wyglada masakrycznie. Ale szybko zleci. Uściski od całej trójki, dziś i jutro okupującej głownie lotniska

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpowiedzi
    1. Bogusia, jak mogłaś nie wskoczyć im do walizy??! :-(

      Usuń
  3. A przeszła mi ta myśl przez głowę!!!

    OdpowiedzUsuń