czwartek, 27 listopada 2014

Yummy :P

Po ponad trzech miesiącach możemy pokusić się o pierwsze skromne podsumowanie kulinarne Nowej Zelandii. Proszę o wyrozumiałość, iż posiłkuję się tu zdjęciami z sieci, ale zazwyczaj zanim wyciągnę aparat reszta rodziny ma już na talerzu bonanzę ;-)
  
Pokłosie brytyjskiego kolonializmu widać wyraziście właśnie w kuchni. Do niedawna specjałami NZ były klasyczne potrawy rodem z UK, chociażby meat pie czyli ciastko z kruchego ciasta z mięsnym nadzieniem (do wyboru wersje z cebulą, grzybami lub serem) lub sausage rolls (kiełbaski w cieście). Od kilkunastu lat Nowa Zelandia podkreśla swoją odrębną tożsamość również na tym polu, tworząc tzw. Pacific Rim (Pacyficzny Wieniec) – dania w głównej mierze oparte na wysokiej jakości rodzimych surowcach – świeże mięso, owoce morza, sery, warzywa, no i oczywiście lokalne wina. I trzeba przyznać – te smaki naprawdę są wyraziste, świeżość produktów przekłada się na jakość spożywanego jedzenia. To, co mnie osobiście urzeka to podejście Kiwi do pichcenia ;-) Idealna wizja przygotowania posiłku – nic, co wymaga ogromu pracy i godzin spędzonych przy tzw. garach. Ot co! Najlepiej to szybko wymieszać, wstawić do piekarnika lub na grilla, a potem już tylko lampka wina i rozmowy. 


Spisuję, co ślina przynosi na język:


Ziemniaki, które smakiem w ogóle nie przypominają naszych rodzimych. Nowozelandzkie słodkie ziemniaki (Kumara) mają różne rozmiary, kształty i kolory (czerwone, pomarańczowe, beżowe, fioletowe). Wszechstronność zastosowań zadziwiająca – zapiekane, gotowane w wodzie lub mleku, smażone lub gotowane na gorących kamieniach umieszczonych w podziemnym piecu (tradycyjna technika Maorysów zwana hāngi, teraz już raczej jako atrakcja turystyczna) , jak również w postaci  frytek, chipsów i dipów. 


www.producedelivered.co.nz

Kiwi nowozelandzkie w odmianie złotej (Gold kiwifruit). Podobieństwo do klasycznego kiwi jak brat bliźniak, jedynie skórka gładka i lekko żółtawa. W smaku za to nieporównywalnie słodszy. No i zasadnicza różnica jest… w cenie :P Kiwi klasyk = $3.49/1kg, kiwi gold= $5.29. Z owoców również mango – soczyste, słodkie, wieeelkie! ($1.99 za 1 szt.)



Być w Nowej Zelandii i nie spróbować ich kultowych lodów hokey-pokey (lody śmietankowe z kawałkami chrupiącego toffi) to jak nie wejść do kasyna w Las Vegas ;-) Spróbowaliśmy. Nie jeden raz! I słynny deser Pavlova, czyli bezowe ciasto z bitą śmietaną i owocami. Zresztą kolejna kość niezgody między NZ a Australią (‘Nazwa pochodzi od nazwiska rosyjskiej primabaleriny Anny Pawłowej – tradycja głosi, że pierwszy raz został przygotowany podczas pobytu tancerki w Perth w 1926 lub 1929 (…) Jednak do autorstwa deseru pretendują także Nowozelandczycy, twierdząc, że przyrządzono go w Wellington podczas tournée Pawłowej w 1926 roku’ Wikipedia).


Nasz kawałek deseru w opcji ubogiej w owoce
Klasycznie. www.kulinarnawyspa.pl - można skorzystać z przepisów

Tamarillo. Hmm, ale co to jest? Kupiłam i dopiero  później sprawdzałam w sieci, co można z tym fantem począć. Często nazywane jest drzewkiem pomidorowym, choć z pomidorem, poza kształtem i kolorem, ma niewiele wspólnego. Na surowo – mało atrakcyjne, gorzkie w posmaku, dodawane bywa do sałatek. Ale taki myk – rozgniatasz na papkę, podgrzewasz, do tego odrobina miodu lub cukru trzcinowego… mniam! A jako dodatek do lodów to już w ogóle odlot! 
www.galleryhip.com
Chowder to kremowa zupa rybna, którą degustowałam razem z Matyldą. W sumie to nie jest zupa rybna, ale kociołek z owoców morza. Ten treściwy posiłek zawiera mnóstwo krewetek i różnego rodzaju małż, zdarzają się nawet fragmenty homarów.  Smakowało ;-) 

www.greenmountfoods.co.nz
Fast food. Na każdym rogu. W mobilnych budkach, które dogonią cię wszędzie. Fish & chips sprzedawane w szarym papierze. Ogólnie trend na ‘take away’, czyli jedzenie na wynos (tu wspomnienie zdziwienia sprzedawcy w Pizza Hut, że chcemy na miejscu i po ludzku). Poza tym szybka, tania i bardzo dostępna kuchnia azjatycka, ale my jakoś opornie się przekonujemy. 

Wspomnienie jedzonych kiedyś fish & chips, papier fruwa,
wszystko się roz..sypuje :P
Burgery. Które nijak się mają do tych przez nas kojarzonych. Wołowina rodzima, więc smakowała jak mięso, a nie podeszwa. Spróbowali Jacek i Filip – polegam na ich podniebieniach, bo ja z tych mało mięsolubnych. Przeważnie jednym z dodatków jest konserwowany lub piklowany… burak!  A tak na marginesie to baranina jest o niebo tańsza od drobiu, który jest najdroższym tu mięsem. Zdjęć brak, bo zanim wyciągnęłam sprzęt ostały się ino okruchy :P

Miód Manuka - ma charakterystyczny smak, jest ciemniejszy i bardziej intensywny niż klasyczne miody. Reklamuje się go jako ‘prawdopodobnie najzdrowszy miód na świecie’. To w 100% naturalny produkt pozyskiwany z nowozelandzkiego krzewu Manuka (drzewo herbaciane, rośnie powszechnie na terenie całej Nowej Zelandii). Miody są pieruńsko drogie, dlatego każdy słoiczek od Judy (dostaje ciągle od przyjaciół i, jak twierdzi, już jej uszami wychodzi) witamy z wielką radością.



Poza tym uwielbiam i mogę jeść w każdej ilości: owoce morza, lekko posolone awokado, sushi (relatywnie tanie, za 6 dosyć sporych sztuk $5.50), humus z serowymi ciastkami. Do tego kawa. Wyśmienita, stosunkowo niedroga  ($4.50 w każdym miejscu). To wielka ulga mieć tę pewność, że nawet w Wygwizdowie Wielkim napijemy się dobrej jakościowo, smacznej kawy :-)


 
 

Podkreślam – to nasze subiektywne odczucia, a nie kulinarna Nowa Zelandia w pigułce. Dla ciekawych polecam książkę ‘Kuchnia Nowej Zelandii’ Ilony Zdziech – my dostaliśmy w prezencie, dzięki A.i J. :-), czeka na nas w domu.
Nie jesteśmy stałymi bywalcami restauracji, więc pole do popisu ograniczone. Poza tym czasem dzieci ciężko namówić ( i nie tylko dzieci ;P) na ryzyko popróbowania nowości. Niemniej jednak liczę na więcej doświadczeń  w tym temacie, a okazji nie powinno zabraknąć – w marcu na Zachodnim Wybrzeżu odbywa się Wild Foods Festiwal, gdzie serwowane są m.in. smażone świerszcze, larwy huhu (żyjące w pniach tłuste pędraki) czy pikopiko (liście paproci). Filip już się nie może doczekać ;-)


O trunkach będzie gdzieś dopiero w styczniu lub później. Czekamy na wsparcie trzech wyrafinowanych degustatorek, które przylecą do nas z Polski ojczyzny naszej już za miesiąc. Odliczanie dni i rozciąganie ramion do uścisków rozpoczęte! Obowiązkowa wizyta w nowozelandzkiej winiarni w planach, także o tym we właściwym czasie.

2 komentarze: