sobota, 8 listopada 2014

Od imprezy do imprezy

Imprezowo. W gronie międzynarodowym i polsko-włoskim. ‘United Nations Party’ jak ktoś określił czwartkowy obiad u Abramsów (zresztą większość imprez u nich ma taki charakter). Na 15 osób tylko 2 to rodowici Kiwi, reszta: Brytyjczycy, Amerykanie, Hindusi, Wietnamka, Etiopki i oczywiście Polacy. Urodziny przybranej córko-przyjaciółki Amen (oprócz tych pozostałych sześciorga dzieci). Amen jest Etiopką, pracuje jako Lekarz bez Granic – tak poznała się z Judy. Wielokulturowość imprezy na różnych poziomach: narodowościowym, językowym (angielski w różnych odmianach), jedzeniowym i ubraniowym. Przedział wiekowy: 7 – 82. Zakres tematyki rozmów – głównie polityka i historia.

I dwa dni później spotkanie w gronie przypadkowo spotkanych Polaków i jednego Włocha. Jak się rozpoznaje ‘swoich’ na końcu świata? Słyszysz swój język gdzieś w tłumie, od razu radary na pełnych obrotach. Bo to rzadkość tutaj, ewenement. Miło tak pogadać o wszystkim i o niczym we własnym języku, oj jak miło ;-) 


Judy i Amen
Etiopki w swoich strojach narodowych
There's a party ;-)
Amen i jej  tort
 - mega bomba kaloryczna :P
Rodzina Etiopsko-Nowozelandzka
(po lewej Jessie, córka Billa i Judy)
Z dzisiejszego spaceru - po prawej stronie widok na góry...
... po lewej na ocean

A dziś Nocny Maraton Pływacki i moja grupa w akcji. Smutno straszliwie i żal, że mnie omija. Trzymam kciuki i jestem tam z Wami na torze. Nie tylko myślami ;-)
Dzięki Judy mogę tę moją pasję realizować w lepszych niż początkowo warunkach – nowy basen poza Christchurch (odległość 30 km). Gdzie poza tym mam szansę poobserwowania przeróżnych dziwnych i czasem absurdalnych sytuacji, jak ostatnio lekcja pływania dla dzieci w wieku szkolnym, ubranych w kapoki i…. pidżamy. Może kiedyś uda mi się zrobić zdjęcie, bo wygląda to naprawdę komicznie. Mokre pidżamy przyklejone do ciała, które niby mają chronić przed chłodem (???) Chyba, że to ma jakiś inny, ukryty dla mnie wymiar? Może doświadczenie pływania w ubraniu, wpajanie zasad bezpieczeństwa, nie wiem... Judy puka się tylko w czoło twierdząc, że to rosnące przewrażliwienie rodziców. Co nijak się ma do moich obserwacji na co dzień, czyli dzieci na pół nagie w rześko-wychładzających temperaturach, większość maluchów na boso czy ogólny trend do wychowywania potomstwa na twardzieli poniewierających się w rugby, łamiących nosy i co popadnie. I to zarówno chłopców, jak i dziewczyny. Nie ma wyjątków. 

Ale pływanie w pidżamach?! To już przekracza moją wyobraźnię. Muszę zapytać przy najbliższej okazji.

1 komentarz:

  1. Mysle ze te pidzamy sa nie bez powodu. Niektøre religia nie pozwala byc nie ubranym. MOZE . Serdecznie pozdrawiamy i czekamy na dalsze relacje.

    OdpowiedzUsuń