wtorek, 11 listopada 2014

Myśli nieuczesane

Dziś różne myśli, obserwacje, spostrzeżenia, przemyślenia. Bez kontekstu. Wyrwane z życia. Plączą się po głowie w nieładzie, więc wypisuję, jak leci.

Włosy. Dziewczynki (prawie wszystkie) i większość kobiet ma tutaj długie włosy. Krótkie fryzury u płci pięknej to rzadkość. Jestem więc chodzącym ewenementem. Ja i kilka starszych pań ;P


Większość ludzi jest tutaj, no… jakby to ująć, żeby nie zabrzmiało obraźliwie? Mało urodziwa? Ośmielam się zwerbalizować to spostrzeżenie dopiero teraz, gdy kilka różnych osób podzieliło się ze mną podobnym wnioskiem. Mam na myśli szorstki, kanciasty, rolniczy typ urody. Nie wiem, czy komukolwiek cokolwiek to mówi, ale tak odbieram większość napotkanej dotychczas populacji. Skoro korzenie sięgają głównie Wielkiej Brytanii, to można sobie wyobrazić ten wyspiarsko-surowy mix genów.


Mnóstwo starszych ludzi za kierownicą. Uwaga – ‘starsi ludzie’ to pojęcie względne. W NZ na obowiązkowe badania zdrowotne decydujące o sprawności kierowcy idziesz mając… 80 lat! I, jak twierdzi Judy, idą z oporem, bo o co wielkie halo?! Gdy Judy pracowała w Sudanie to miała pacjenta, którego postrzegano jako wyjątkowo wiekowego, a miał…. ok. 50 lat! Wg Informatora Ekonomicznego MSZ średnia długość życia mężczyzn w NZ  to 79 lat, a kobiet 83 lata. W praktyce wielu ludzi dożywa tu późnych lat 90 w dobrym zdrowiu, nierzadko będąc do końca aktywnym fizycznie.


Zważywszy na statystyki (wg MSZ - 34,7% ludności nowozelandzkiej to ateiści, bezwyznaniowcy i agnostycy) dziwi fakt, że na przysłowiowym każdym rogu jakiś kościół. Który tutaj bardziej funkcjonuje jako centrum życia lokalnych społeczności, z obowiązkowym weekendowym festynem. Wówczas wnętrze kościoła zamienia się w kawiarenkę z ciastami i napojami, ludzie spotykają się na pogawędki. Taka rodzinna atmosfera.


Architektura kościołów bardzo ciekawa
Onesie, czyli pidżama 2 w 1. Pidżamowe kombinezony to tutaj hit. Moda na onesie przywędrowała z Japonii i zawędrowała na nowozelandzkie ulice. Noszą nie tylko dzieci! My się raczej nie przekonamy ;-)


NZ to nie tropiki, jak niektórzy mogą błędnie sądzić. O kapryśnej pogodzie już wspominałam kilka razy. W najcieplejszych miesiącach roku, od listopada do kwietnia, temperatury wahają się przeważnie pomiędzy 18 a 25°C. Choć z drugiej strony trzeba przyznać, że jak już słońce przygrzeje to wręcz przypala skórę. I tu mamy problem! Natężenie promieniowania UV jest znacznie bardziej intensywne niż na półkuli północnej (ze względu na obecność dziury ozonowej nad NZ o 40% silniejsze niż w Europie). Półkulę południową zamieszkuje jedynie 10% całej ludności świata. Poza tym znaczną część powierzchni zajmują oceany i morza, dzięki czemu powietrze jest mniej zanieczyszczone. Wiele koni ( i krów czasami) nosi specjalne skórzane stroje. Wszystko dla ochrony przed niebezpiecznym promieniowaniem. A nasza Matylda nie znosi kremów i codziennie walka o smarowanie, bo nie ma żartów. Chyba kupimy jej taki skórzany pokrowiec, jak dla konia :P



I jeszcze domy. Mające w większości przypadków charakter tymczasowy. Prosta, lekka, drewniana konstrukcja, którą – w razie potrzeby – można w całości przewieźć w inne miejsce. Przeprowadzasz się? To pakujemy dom na przyczepę i w drogę! Domki są pieruńsko zimne. Nie uświadczysz czegoś takiego, jak ogrzewanie centralne, a izolacja pozostawia wiele do życzenia. Do wyboru masz klimatyzatory lub farelki. Wszystko na prąd. Co dla NZ nie stanowi problemu, bo ok. 70 proc. elektryczności pochodzi ze źródeł odnawialnych - głównie hydroenergii i energii geotermalnej. I te nieszczęsne brytyjskie krany :/ Dobrze, że my już w nowszym budownictwie. I minimalna przestrzeń wokół domu ( o ile nie mieszkasz w wielkiej posiadłości z mnóstwem zwierząt). 



Mnóstwo martwych, rozjechanych zwierząt. Czego nie może znieść Matylda i jazda rowerem to dla niej wyzwanie. Najczęściej pukeko – niebieski piękny przygłup, który regularnie próbuje wepchać się nam pod koła. 



I to by było na tyle. Ciąg dalszy nastąpi. 


I jeszcze z dzisiejszego wypadu do centrum miasta, po którym czasami lubimy się powłóczyć...
Kolejny projekt mający na celu wizualne ożywienie miasta:
w różnych zakątkach ustawiono 99 kolorowych żyraf.
Uwielbiam tutejsze murale. A tego szukałam dosyć długo.
Szkielet moa - wymarłego gatunku nielotów, jednych
z
największych ptaków, jakie kiedykolwiek znane były na świecie.
Plus kiwi - czyli ptaki-symbole NZ.
Całość do wyburzenia...:-( I takich budynków
w samym centrum wciąż dużo.

5 komentarzy:

  1. Ciekawy wpis! A pan w onesiu w panterkę wygląda zabójczo:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To akurat nie moje zdjęcie, ale też mi się spodobał ;-)

      Usuń
  2. Rzeczywiście murale. które już też wcześniej pokazywałaś są piękne - szkoda, że u nas niestety większość "sztuki na murach" to obraźliwe bohomazy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiecej takich nieuczesanych wpisów poproszę :)

    OdpowiedzUsuń