środa, 26 listopada 2014

Jedziemy na wycieczkę

Wycieczka szkolna w wykonaniu Kiwi. Jadę jako rodzic opiekun, wolontariusz z przymusu ;-) Autobus wypełniony upalną duchotą, zapaszkami dojrzewającej młodzieży, krzykami i totalnym luzem co do zasad bezpieczeństwa. Po 40 min takiej jazdy zastanawiam się, jak przeżyję kolejne 6h :P Ale dojeżdżamy na miejsce i okolica łagodzi wstrząs pierwszego wrażenia. Dzika rzeka, mnóstwo stawów i innych bajorek, lasy, krzaki, dziko i pięknie. Ptactwa w bród. W czystej rzece pływają wielkie łososie i inne ryby. 

 
 
 
 

Najpierw zajęcia warsztatowe w grupach - wyławianie czego się da z rzeki i identyfikowanie stworzonek według planszy z obrazkami. Później zabawa – dzieci dostają stroje (różne wodne stworzenia) i muszą przepłynąć rzekę upozorowaną na trawie. Tyle, że po drodze wyłapują je przeszkody w postaci śmieci (inne dzieci) – to tak w wielkim skrócie, ale zabawa mądra, z krótką dyskusją i wnioskami na koniec. I jeszcze gra terenowa – bieganie po okolicy i robienie zdjęć roślinom i zwierzętom wg listy. Po latach oglądania mnóstwa przeróżnych zajęć i warsztatów dla dzieci mam już jako takie pojęcie co do ich przydatności – które są faktycznie wartościowe, a które taką ‘zapchajdziurą’. Ciekawe te warsztaty, proste w zamyśle, ale użyteczne. I taka mnie naszła refleksja, bardzo radosna, że nasze dzieci w Namysłowie mają możliwości uczestnictwa w wielu fajnych zajęciach, naprawdę wartościowych :-) Że jest do czego wracać...


 
 
 
 

To, co mnie uderzyło to zdyscyplinowanie dzieciaków. Jak wszędzie, tu też od razu rzuca ci się w oczy grupa rozrabiaków, co to w autobusie podniosła poziom decybeli do maksimum. Ale przy jakimkolwiek zadaniu czy dyskusji wszyscy uczniowie grzecznie i aktywnie. Nie ma powtarzania po kilka razy, proszenia o ciszę, upominania. Naprawdę nie ma. Mimo wycieczkowego luzu czuć było… szacunek – tak, inaczej tego nie nazwę.



Z innych szkolnych wydarzeń – praca Matyldy (Motywy sztuki Aborygenów) została wyróżniona i wywieszona jako jedna z nielicznych na tablicy, a Filip został wyczytany na forum całej szkoły w uznaniu za bardzo dobre postępy w czytaniu. To tak się trochę chwalę ;-) Ale jak tu nie być dumnym z tych dzieci, co weszły z rozbiegu w tę szkolną rzeczywistość - nie zdążyły nawet wyhamować po wakacjach polskich, wskoczyły w środek tutejszego roku szkolnego, a jeszcze zima do tego była … I one się w tym wszystkim jakoś odnalazły… 


 

Patrzyłam dziś na moją córkę przez te kilka godzin, jak mimo bariery językowej stara się uczestniczyć w zajęciach; radzi sobie w sytuacjach, w których niejeden dorosły skuliłby się i schował; umie znaleźć dla siebie miejsce w tych skomplikowanych relacjach koleżeńsko-rywalizujących i do tego zachowuje pogodę ducha. Patrzyłam i byłam z niej dumna jak diabli!



6 komentarzy:

  1. Brawo Matylda i Filip! Ale to,że dzieciaki tak sobie radzą to również (a może głównie?) Wasza zasługa rodzice. iwona

    OdpowiedzUsuń
  2. My tez jestesmy bardzo dumni z WAS i wiemy ze to tylko namiastka tego co umiecie . serdecznie pozdrawiamy i zyczymy dalszych sukcesøw. Piekny Dyplom Filipku.

    OdpowiedzUsuń
  3. Matylda, Fitu - moje gratulacje. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Wielkie gratulacje dla Matyldy i Filipa, my tez jestesmy z nich dumni :) pozdrawiamy Dorota P.

    OdpowiedzUsuń
  5. Super ! Gratulujemy dzieciakom i rodzicom :)

    OdpowiedzUsuń