niedziela, 23 listopada 2014

Jakoś to będzie

W sieci roi się od opisów Christchurch skupionych głównie na tragedii. Niektórzy wręcz twierdzą, że nie ma po co tu przyjeżdżać. Że to miasto straciło już swój charakter, że zmiecione z powierzchni ziemi centrum nigdy nie odzyska tej atmosfery najbardziej europejskiego i, przede wszystkim, angielskiego miasta w Nowej Zelandii. Można utwierdzać się w przekonaniu, że rozmiar zniszczeń jest tak przytłaczający, iż powrót do status quo ante nie ma w ogóle sensu.  Bo i nie ma w tym sensu. Ale to, co można zrobić to nadać nowe znaczenie, nową jakość temu miejscu. Zagospodarować opustoszałą z dnia na dzień przestrzeń w zupełnie inny sposób. I to się właśnie dzieje w Christchurch. Na naszych oczach. Dlatego nie wywołuję niezdrowej sensacji zdjęciami ulic wyglądających tak, jakby trzęsienie ziemi zdarzyło się wczoraj. Jest wiele takich miejsc, nawet po prawie 4 latach. Mijamy je niejednokrotnie, zawsze z tym samym żalem i poczuciem bezsilności. Wolę pokazywać nawet te najmniejsze, a tak bardzo poruszające próby udowodnienia, że życie tutaj nie musi mieć już tylko posmak kurzu i pyłu. Wszystkie te mniejsze i większe akty ożywienia publicznej przestrzeni, kolorowe akcenty często w samym środku rumowiska, gdzie przecież niby nie ma sensu… Wychwytuję je obiektywem, bo warto czerpać z tej lekcji.
 
Mieliśmy już nie raz do czynienia z nowozelandzkim ‘jakoś to będzie’, ale dzisiejsza impreza to już szczyt improwizacji. Wielkie, od tygodni nagłaśniane wydarzenie – ‘City Discovery Day’. Co to ja dzieciom naopowiadałam – że mapa i bieganie po całym mieście, zabawa w detektywa, że moc atrakcji, będzie się działo. Yhm… No było miło, nie powiem ;-) Balonik dzieci dostały, nawet twarz można sobie było pomalować. Muzyka grała, kiełbaska darmowa, głośno i kolorowo, jest impreza! Poza tym krótki quiz z pytaniami (większość odpowiedzi na miejscu na tablicach). Dzieci na to – i to już??!!! Czując wzbierające w nich rozczarowanie uruchamiam szybko zbierane przez lata doświadczeń rezerwy szycia z niczego, wygrzebuję z plecaka mapkę centrum – zobaczcie, do miejsc oznaczonych gwiazdką (to właśnie te kolorowe akcenty) musimy dotrzeć. I już jest zabawa, dzieciaki biegają i szukają, uff. Honor imprezy uratowany ;-) Jak to podsumował Jacek – jeszcze kilka takich wydarzeń  i zaczniemy doceniać nasze Dni Namysłowa ;-)



W poszukiwaniu kolorowych akcentów ;-)
 
Ciekawy zaułek z mnóstwem nietypowych instrumentów!
 
Muzykę stworzysz nawet ze starych tablic nazw ulic
Pośrodku ściany jednej z ruder...
Wiele z tych tzw. 'gap fillers' (dosł. wypełniaczy przestrzeni)
ma charakter przenośny. Dzięki temu pojawiają się w
różnych zakamarkach miasta.
Kolorowe owce w formie wielkich Lego
w różnych częściach miasta
 
Charakterystyczna instalacja w centrum ChCh.
Trudno robiąc zdjęcia uniknąć
wszechobecnych dźwigów.
Sporo 'gap fillers' powstało z resztek materiałów po tragedii.
Niebo - typowe nowozelandzkie chmurki jak wata cukrowa
Chyba największa książka, jaką Matylda 'czytała' ;-)
Jedna z naszych ulubionych uliczek - New Regent's Street.
To jedno z zadań quizu: znajdź elementy stylu
Hiszpańskiej Misji. Że...co? ;-) Ale już wiemy,
że to np. te metalowe zdobienia podtrzymujące daszki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz