poniedziałek, 27 października 2014

Zamilknąć i patrzeć

Kto przebrnął kiedyś przez ‘Nad Niemnem’ Orzeszkowej, nie omijając opisów przyrody? No kto? :P Przy trzecim zdaniu myślami odpływa się w siną dal. O ile zazwyczaj słowo ma, w moim odczuciu, bezkonkurencyjną przewagę nad obrazem, o tyle w przypadku krajobrazów, tudzież podziwiania piękna natury wolę zamilknąć i patrzeć. Do tego wsłuchać się w odgłosy i nosem wciągnąć, co się da (reszta Fiorów śmieje się, że ocean dla mnie pachnie jedzeniem ;-) W związku z powyższym garść informacji, faktów, doznań i zdjęć, które starają się, bardzo starają się oddać co oczy widziały, ale nieudolnie…

Za nami trzy dni oglądania i delektowania się…


…widokiem nadmorskich miasteczek (Timaru, Oamaru), z pozbawioną kiczu infrastrukturą - gdzie życie leniwie się toczy, dzieci brykają po placach zabaw będących mądrym wyzwaniem, foki wylegują się na brzegu, a pingwiny żyją w swoim naturalnym środowisku;


Taka sobie pogawędka
Nie tylko zjechać! Najpierw trzeba się tam wdrapać!
Wybrzeże Oamaru

Nieźle...:-)
my pingwiny oglądaliśmy z oddali, nie można
ich straszyć, bo nie wrócą do gniazd
Takie dziewczyny wylegiwały się na skałach :-)
 
Te wyniosłe gmachy w lokalnym wapieniu w centrum Oamaru
(spuścizna po latach prosperity) nijak się mają do lekkiej,
tymczasowej zabudowy w większości drewnianych domów

… widokiem Mt Cook, skąpanej w chmurach i odsłaniającej przed nami swój szczyt na dosłownie kilka minut :-) To na niej ćwiczył Edmund Hillary, Nowozelandczyk, zanim jako pierwszy człowiek wdrapał się na Mount Everest (wraz z Szerpą Tenzingiem Norgayem);


Czekamy cierpliwie, aż Aoraki pokaże swoje wdzięki
Dosłownie na chwilę ;-)
Buntownik bez powodu
…. wysuwającym się spomiędzy gór jęzorem lodowca Muellera, który w momencie, gdy stoimy tam zziębnięci i poprzeszywani na wylot porywistym wiatrem, kruszy się spektakularnie i gubi swoją końcówkę… Stoimy jak te barany i patrzymy, jak na naszych oczach  kurczy się to niesamowite dzieło natury – jest to fascynujące i smutne zarazem… ;

Jakość zdjęcia kiepska, bo to był moment.

…. turkusowymi jeziorami polodowcowymi Pukaki i Tekapo, które swoje nieziemskie barwy zawdzięczają  zawiesinie skalnej odbijającej światło słoneczne. Razem z roztopami śnieżnymi spływa ze skał pewien rodzaj osadu nazywany mączką skalną lub lodowcową. Gdy taka mączka osadza się na dnie zbiornika, jego kolor w bezchmurne dni wydaje się być turkusowy. Masy fluorescencyjnie niebieskiej wody, trudne do ogarnięcia wzrokiem! Dla porównania – Pukaki ma powierzchnię 80km², a największe polskie Śniardwy ponad 113km²;


Pukaki widziane następnego dnia z innej perspektywy
 
Mt Cook widać z każdego możliwego
zakątka Parku Narodowego
 
 

Stojący nad brzegiem jeziora Tekapo kamienny kościół Dobrego 
Pasterza z 1935 roku, upamiętniający pionierów tej dzikiej krainy.
…oraz przeróżnymi miejscami w drodze (a zrobiliśmy w sumie ponad 800km) – skalnymi olbrzymami, gdzie rozgrywały się sceny z Narnii (perełka dla Matyldy), niezwykłą winiarnią dosłownie w szczerym polu (degustacja innym razem jednak). I nowe doświadczenie noclegowe dla dzieci - w schroniskach młodzieżowych pełnych francusko-malezyjsko-koreańsko-jakiejśtam młodzieży. Plus kilka starszych zahartowanych pań z tym niezwykłym wyrazem pionierskiego zacięcia na twarzy ;-) I my jako jedyni z dziećmi ;-)

Tylko nie odleć Matyś tą rakietą!
Takie toalety często w szczerym polu ;-)
Co ten syn tu wyprawia? Nie wiem doprawdy...
Ale że o co Państwu chodzi..?
Baśniowe te widoki, nierealne momentami… Wracam z tymi obrazami pod powiekami i łącząc się ze światem widzę polską jesień w niesamowitych kadrach Artura M., czerwono-pomarańczowe Bieszczady w ujęciu przyjaciela i moje ukochane miejsca w obiektywach różnych osób, które pamiętają i dzielą się nimi ze mną od czasu do czasu (za co bardzo dziękuję)… I myślę wtedy – tak, dobrze jest wyjechać i zobaczyć świat w odsłonach, jakich u nas nie uświadczysz, z tym nawet nie polemizuję. Ale dobrze jest też mieć świadomość, że warto oczy szeroko otwierać w przeróżnych miejscach. A jak ktoś chce to i w kałuży zobaczy odbicie nieba ;-) Kwestia nastawienia.

A ze spraw bieżących ;-)
Po zmianie czasu w Polsce jesteśmy już równo 12h do przodu, więc łatwo teraz połapać się w tych godzinach. Do marca przynajmniej.


Dla tych, co pytają - będzie o winach :-) I o jedzeniu mniej lub bardziej egzotycznym. Będzie. I o różnych innych spostrzeżeniach na temat życia i codziennego bycia. Dajcie mi czas ;-) Jeszcze nam tu trochę miesięcy zostało, więc o czym będę później pisać? ;-) Póki co zbieram notatki, obserwuję, żeby zbyt pochopnie nie ocenić, żeby mieć solidny mianownik dla tych swoich spostrzeżeń.


I na maile odpiszę. Każdemu z osobna. Bo wszystkie wiadomości mnie cieszą i czytam je po kilka razy. I myślę, jak tu każdemu kawałek raju przemycić ;-) Cierpliwości. Bo doba mi się kurczy, a innych spraw jest sporo. Ale dziękuję. Za każdy gest pamięci – w formie zdjęć, maili, komentarzy… Tym bardziej dzielę się tym, co przeżywamy i widzimy w NZ.


Kto czuje niedosyt zdjęć to może zajrzeć tutaj :-)

3 komentarze:

  1. Wow, piękne zdjęcia, oglądamy przy porannej kawce w pracy- moje koleżanki też już z niecierpliwością czekają na nowe zdjęcia i wieści od Kiwi ;-) Ośnieżone szczyty i turkusowe wody - coś niesamowitego. Pozdrowienia z WiKu z Dzierżoniowa, Iwona

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajnie, że my tu w Namysłowie i pewnie nie tylko możemy, dzięki Wam, poczuć jakbyśmy też tam byli chociaż troszkę:))))

    OdpowiedzUsuń
  3. Magiczne, fascynujące miejsca... Dziękuję za te zdjęcia, przenoszą mnie do raju choć na chwilę...
    Pozdrawiam cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń