czwartek, 23 października 2014

W stronę Aoraki

Wilbert rośnie jak na drożdżach :-) Idealne warunki, zwierzyny dookoła w bród, farma Nicky to dla niego raj na ziemi. Jak dobrze. Na widok dzieci macha ogonkiem jak piesek i tuli się do nich, ssąc ubrania. Dla nich ogrom radości. Tęsknotę za Luką przelewają na wszystkie napotkane zwierzęta. W drodze ze szkoły wyczaiły czarnego labradora, co tylko pysk przez dziurę w płocie wystawia i liże ich, gdzie popadnie. Już nawet nie reaguję, widzę, jakie to dla nich ważne. Jakie potrzebne. Sama bym tam przez płot wlazła i go wyściskała… Tak mi fizycznie tęskno za naszą psiną… brakuje tego łba pod ramieniem, tego ciepła przy nogach…  Jak nam się uda ją na Skype zobaczyć to wydzieramy się jedno przez drugie, a Jacek z politowaniem tylko głową kiwa. I jakikolwiek znak, nieśmiałe machnięcie ogonem i nastroszone uszy to dla nas tak dużo, tak dużo! Kto psa tak nie kochał, to nie zrozumie. To jak głodnemu próbować wytłumaczyć, czym jest nasycenie.

Na weekend zjeżdżamy nieco bardziej w głąb wyspy. Chcemy przybliżyć się do Mount Cook (3754m n.p.m.) – najwyższego szczytu NZ, zwanego również Aoraki (‘Nakłuwaczem chmur’) – to maoryskie określenie obowiązuje od 1998r. W 1991 Aoraki straciła 10 m wskutek osuwiska, co jednak nie odebrało jej tytułu królowej szczytów w NZ. Ponoć Góra Cooka jest strasznie kapryśna, a jej czubek jest widoczny średnio tylko przez 1/3 dni w roku! Czyli… nie nastawiać się ;-) Co będzie, to będzie. Zwłaszcza, że prognozy zmieniają się dosłownie co godzinę – począwszy od nieśmiałych przejaśnień do nawet sporadycznych opadów śniegu, yhm….


Park narodowy Aoraki to nie tylko majestatyczne pasmo Alp Południowych (ok. 20 szczytów powyżej 3000 m n.p.m, 40% powierzchni parku to lodowce!), ale również turkusowe polodowcowe jeziora i rozległe alpejskie hale. Wczytując się i szperając odnoszę wrażenie, że Nowa Zelandia to jeden wielki park narodowy :-) W sumie jest ich 14, do tego parki leśne, rezerwaty i chroniona ziemia prywatna. Naprawdę jest co oglądać. Liczę, że i nam się uda przez najbliższe dni oczy nacieszyć. Nie wiem, co z dostępem do cywilizacji, więc na wszelki wypadek – do zobaczenia za jakiś czas...




5 komentarzy:

  1. Jaki słodziak tan Wilbert :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam serdecznie!
    Nie zmarnowałam tej godziny ( u nas w Polsce zmiana czasu na zimowy), bo właśnie odkryłam TEN RAJSKI BLOG. W niedzielny poranek ja i moja rodzina byliśmy tam z Wami... i nadal będziemy...
    Pozdrrrrrawiamy Was wszystkich, a szczególnie Filipka ( ufam, że trrrrrenuje).
    Iwona Żak-Głód z rodziną

    OdpowiedzUsuń
  3. a to ciekawostka, warto się temu przyjrzeć u Was na miejscu ;) http://www.sejm.gov.pl/sejm7.nsf/komunikat.xsp?documentId=2D6C444FC046B957C1257D6D002B37D5

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, kojarzę temat:
      http://youtu.be/9NO3FC2NB0o

      Dziękuję. Główne obchody w Wellington, więc śledzimy z daleka.

      Usuń