wtorek, 9 września 2014

Zrozumieć Kiwi


Niezaprzeczalnym plusem tutejszej szkoły jest prawie całkowity brak zadań domowych. Bo uczniowie po szkole mają się wybiegać na świeżym powietrzu, pobyć z rodzicami, pouprawiać sporty. Takie jest ich podejście. I bardzo nam się to podoba, dzieciom szczególnie. I nie wiem, jak wrócą w koleiny polskiej rzeczywistości szkolnej… Dlatego uczymy się po południu – ‘przerabiamy’ czwartą klasę, czytamy, liczymy. W Nowej Zelandii rok szkolny kończy się w połowie grudnia, także nasze dzieci zaliczą podwójne wakacje :P Jest to jakiś atrakcyjny argument, gdy pojawia się chwilowy kryzys.
 

Wymowa tutejsza jest naprawdę przedziwna. Skoro Bill twierdzi, że po 30 latach mieszkania w NZ miewa jeszcze problemy ze zrozumieniem, to co się nam dziwić ;-)? To, co najbardziej rzuca się w ucho to wymowa ‘i’ tam, gdzie powinno być ‘e’, czyli zamiast "pen" usłyszymy "pin", "ten" - "tin",  deck…. – no tu to wychodzą niezłe kombinacje ;P Proszę sobie poszperać w słowniku, jeśli ktoś nie kojarzy. Ot, zagadka.


 Oni NAPRAWDĘ tak mówią!!!
 

I wszędobylskie ‘small talk’. Trochę mnie męczą. W każdym sklepie każdy kasjer pyta mnie non stop jak się miewam, czy miałam fajny dzień, czy bardzo jestem dziś zajęta, etc. Bywa to uciążliwe. A nie daj Boże powiedzieć, że jestem z Polski to następuje seria tych samych pytań – a czy podoba się tutaj? A co się podoba najbardziej? A po co przyjechała? A na jak długo? W kółko to samo. Jak już przerobiłam taką rozmowę któryś raz z rzędu to przeniosłam się na kasę samoobsługową.

Poluję z dziećmi na autobusy do szkoły. Choć w jedną stronę, bo tak z rana przegonić je 2,5 km to jednak wyzwanie. No i dziś oczywiście pomyliłam ten ich lewostronny ruch, gonię z dziećmi nie za tym autobusem co trzeba, jedziemy pół miasta i widzę na mapie w telefonie, że szkoła to niknie gdzieś w oddali za naszymi plecami, no taaak…… Znów się spóźnimy, martwię się, a one – spoko, mama, przynajmniej sobie miasto z okien autobusu pooglądamy. Takie te dzieci ;-)
 

W drodze powrotnej natomiast (już na własnych nogach) robiły różne podsumowania:

Co ci się najbardziej podoba w NZ? Matylda – że nie ma zadań domowych; Filip – że jest tyle różnych zwierząt;

Co ci się nie podoba w NZ? Matylda – że jest tyle martwych zwierząt, rozjechanych na drogach; Filip – nie ma kapsli na ulicach! (Fitu zaczął je kolekcjonować i liczył, że znajdzie ich mnóstwo, ale tutaj  jest tak czysto, że niewiele można znaleźć na ziemi);

Co jest innego? Matylda – że dzieci w szkole są miłe, takie pomocne i życzliwe i nikt się z nikogo nie naśmiewa… Filip - że jest tylu różnych ludzi – ‘no wiesz, mamo, mają takie skośne oczy i są cali ciemni’ (pamiętam, jak Bill dawno temu będąc w Polsce dzwonił do żony i mówił – nie uwierzysz, oni tu wszyscy są biali!!!)

Za czym najbardziej tęsknisz? Jednogłośnie – za Luką! A potem wymieniali – za moimi zabawkami, za bliskimi, za moimi książkami, za przyjaciółmi, za prawdziwą Pizzą Hut z penne salmone… ;-)

Tyle po ponad dwóch tygodniach.
 

I jeszcze wspomnienie niedzielnej wyprawy do Kaikoura - musi starczyć na cały tydzień: 


6 komentarzy:

  1. JEST CUDOWNIE .kORZYSTAJCIE I BIRZCIE ILE SIE NA TE WASZE MALE PLECAKI, A PO POWROCIE BEDZIECIE MIELI PRZKAZYWAC TYLE WRAZEN. RODZICE SWIETUJA KOLEJNA ROCZNICE PRZYRZECZEN. USCISKI

    OdpowiedzUsuń
  2. wnioskując po filmiku nigdy nie chodzicie smutni bo zawsze spotkacie kogoś kto powie coś "oryginalnego" nie pamiętam kiedy ostatnio śmiałam się do łez i nie mogłam przestać, DZIĘKUJĘ :)
    Sciskam
    W J-B

    OdpowiedzUsuń
  3. Jesteście niesamowici!
    Więc marzenia jednak się spełniają...
    Trzymam kciuki i pozdrawiam
    Ola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że one same się nie spełniają ;-) To my je 'spełniamy'. Płacąc za to wielką tęsknotą i niepokojem o bezpieczne jutro. Ale i tak warto.
      'Tam. gdzie warto dojść, nie ma dróg na skróty'.
      Uściski :-)

      Usuń
  4. No to jedak tęsknisz za klimatem "miłej pani z biedronki" ?
    JW

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie tęsknię ;-) Ale myślę, że trudno przeskoczyć z kolein polskiej mentalności na 'ożywione kontakty' w takich sytuacjach. Mi wystarczy życzliwy uśmiech i wyczucie, czy ktoś ma ochotę na coś więcej niż How are you?

      Usuń