poniedziałek, 22 września 2014

Z pamiętnika glazurnika - część druga

Kolejny tydzień w zawodzie fachowca za nami, warto więc napisać, że to glazurnicze życie nie jest takie kolorowe, jak to mogło wybrzmieć z pierwszego wpisu. Pomimo zaangażowania w prowadzenie firmy i próby zarządzania nią (na dzisiaj wszystko w głowie właściciela i w garażu, czyli magazynie, czyli bałaganie), nadal otrzymuję zadania budowlane. Każde jest dla mnie trudne, bo - co tu ukrywać - nie idzie mi to najlepiej. Pomijam fatalne statystyki czasowe, to jeszcze zdarzają się wpadki wynikające z braku doświadczenia, umiejętności przewidywania trudności itd. Do tego zmęczenie materiału, to znaczy poorane palce, obolałe kolana, zapylone włosy i oczywiście zapach budowlańca... Patrząc na ręce już teraz muszę zarezerwować cały pakiet zabiegów w Saloniku Magdy:-)

Są też chwile radosne, chociaż bardziej pasuje słowo surrealistyczne (które zawsze będzie mi się kojarzyło z filmem Notting Hill i Hugh Grantem, kto widział, to pamięta). Jak inaczej opisać zorganizowane przez mnie spotkanie dla pracowników firmy (a to oznacza trzech Irakijczyków i trzech Filipińczyków), którym w ciemnym pokoju domu przy ulicy Sails przedstawiam wizję rozwoju, wykresy organizacji pracy i tabele w Excelu (!) i mówię, jak w korporacyjnej Biedronce, że ta firma to ONI i bez ich zaangażowania rozwoju "Nie Budiet". Ten wieczór to na razie numer dwa na mojej liście sytuacji niewiarygodnych, które nigdy nie powinny się zdarzyć, a się zdarzyły:-) Wprowadziliśmy więc ścisły system raportowania, plan prac i zadań oraz inwentaryzację magazynu. Jak to opisałem mojemu wspólnikowi z najlepszej firmy Quest Corporate, to zapytał co palę:-))) Nie dziwię się. Sam mam często wrażenie, że oderwałem się od rzeczywistości i lewituję...


I jeszcze słówko o największym poświęceniu z mojej strony związanym z wyjazdem do NZ - mistrzostwa świata w siatkówce, na które czekałem odkąd ogłosili Polskę ich gospodarzem. Trudno, wyszło inaczej, na żywo nic nie obejrzałem, w sieci udało mi się dwa razy złapać streaming z Rosji(!), ale to u nas 6 rano i po dwóch setach musiałem i tak do pracy lecieć. Niewiele więc tej radości. Po cichu liczyłem, że chłopaki szybko odpadną i nie będzie mi tak szkoda, a oni na złość, do końca i jeszcze w finale cholery wygrały... Dzisiaj po pracy udało mi się na youtube znaleźć krótki filmik pokazujący piłkę meczową i szał radości (całość trwała 2 minuty 38 sekund) - i to pewnie kwestia przebywania na obczyźnie, ale razem z Martą siedzieliśmy i płakaliśmy z radości:-)))) Takie tam przeżycia niekoniecznie glazurnicze. Ale to płakanie to niech zostanie między nami, nie mówcie nikomu, ok?
W każdym razie, Fiory się nie poddają i walczymy nadal o swój raj. Wish us luck. We'll need it:-)

8 komentarzy:

  1. No to życzymy Wam tego szczęścia! I mocno Was ściskamy! I Kto jak Kto, ale Fiory to na pewno dadzą radę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja wierzę, że te płytki wreszcie prosto będą leżeć, w czasie, bez pooranych paluchów, z zapachem budowlańca;))

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiem, ze zadne pocieszenie (znowu) ale ja tez nic nie obejrzałem na żywo (zakodowali a w necie jakos nie szukałem - taki mały foch). A finał w ramach protestu (no i solidarności z pewnym glazurnikiem) sledziłem tylko zerkajac na WP i sprawdzajac wynik. Trzymaj sie cieplo no i powodzenia.
    Cały czas trzymajacy kciuki PZ

    OdpowiedzUsuń
  4. Halo Włodku, czy mnie widzisz?;)
    Ja też trzymam za Was kciuki!
    Pozdrawiam!
    B.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No teraz wiem, że warto było wyjechać. Tyle lat minęło... Włodku, liczę na spotkanie po powrocie! I dziękuję

      Usuń
  5. Drogi glazurniku, sprawdzaj pocztę. Marzenia czasem się spełniają ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana Jo, plik ściągnięty i szykujemy wieczór oglądania finału Polska Brazylia. Piwo jest, przekąski są, dzieci w łózkach. Co mogę powiedzieć, Life's Good. Dziekujemy wszystkim, którzy nam to umożliwili. Always great to have dreams... which come true. Jacek z Martą

      Usuń
  6. Glazurniku nasz Kochany, wiemy, że ciężko jest ale to gwarantuje, że do nas wrócicie :). A za to byście dali rade cały czas trzymamy kciuki.
    Kity

    OdpowiedzUsuń