wtorek, 2 września 2014

W zasięgu ręki...

To takie dziwne uczucie, gdy zwykłe codzienne sprawy przeplatają się z magicznymi momentami. Bardzo dziwne. Siedzę i pracuję, a tu za oknem Alpy Południowe w pełniej krasie (choć to chyba raczej takie wrota do tych właściwych Alp). Jakoś tak onieśmielająco mieć taki widok na co dzień. Dlatego ze swoich okien już za 3 dni będziemy podziwiać łąkę i plac budowy – co by nam się w głowach nie poprzewracało ;-)
 

Rano drałuję z dziećmi do szkoły. Auto w gospodarstwie jedno na stanie, a i ja się nie pcham za kierownicę tutaj. Przynajmniej na razie. Więc do momentu zakupu używanych rowerów rześkim porankiem żwawym krokiem z dziećmi  – ponad 2km, a potem z powrotem. Wracam przez park i widoki z góry takie, że trudno nie usiąść na chwilę i w tym nie utonąć… I utonęłam w tych krajobrazach, i we łzach… Bo grupa pływacka właśnie w akcji i tak jakoś tęsknota trzepnęła bez ostrzeżenia i litości…
 

Jak dzieciom zdarzało się nieraz marudzić podczas jazdy samochodem to powtarzałam jak mantrę – patrzcie przez okna; zobaczcie, jaki ten świat jest piękny (co zawsze wywoływało ironiczny uśmieszek małżonka). I teraz jak wdrapujemy się na jakieś wzgórze i świat u stóp prawie, to Fitu często powtarza moje słowa ;-)
 

Takie momenty przeplatania się codzienności i tych ulotnych olśnień, które sprawiają, że zatrzymujesz się na chwilę i jakbyś na sekundę przypomniał sobie, o co tak właściwie w tym życiu chodzi. Jakbyś przecierał oczy ze zdumienia, że masz to w zasięgu ręki. Najwięcej tych momentów ‘uzbierałam’ nad namysłowskim zalewem. W zasięgu ręki ;-)
 

Wracam przez ten park, zimno jak diabli. Rękawiczki, czapka obowiązkowe. A na polanie grupa pań w koszulkach na ramiączkach i szortach, leży na matach i ćwiczy. A raczej coś tam naciąga, wyciąga, więc raczej się przy tym nie rozgrzejesz. Wokoło kilkoro dzieci, w tym jakieś raczkujące po trawie, ubrane jak na wiosenny piknik. I nie wiem, czy to ja miałam większe zdziwienie w oczach na ten widok, czy one widząc Eskimosa przed sobą ;P Nie pojmuję. Tego ich zaniżonego progu odczuwania zimna. Poza tym wszyscy jeżdżą na rowerach, dużo ludzi biega. Ciągle widzisz kogoś truchtającego czy pedałującego. I przy tej wzmożonej aktywności mimo wszystko sporo krągłych kształtów. To ciekawe. Bo jednak aktywność fizyczna jest tu na porządku dziennym. Niezależnie od wieku.
 

Dziś Nowa Zelandia pokazała nam, na co ją stać, jeśli chodzi o siłę wiatru. Była naprawdę imponująca. W drodze ze szkoły, wspinając się na to Billowe wzgórze, szarpało nami jak marionetkami. Zimny, porywisty wiatr. I Bill mówi, że to cud, że przez ten nasz dotychczasowy pobyt tutaj tak nas klimat oszczędzał, że takie wichury to tu na porządku dziennym. No to pięknie!

W drodze po dzieci
No i rozwiązała się zagadka, dlaczego w całym potężnym
parku nie mogliśmy znaleźć ani jednego kosza!
Tam w oddali, obok pomarańczowego dachu jest dom Billa.
Tam się właśnie wspinamy.
Wychodząc ze szkoły dojadają wszystkie pozostałości.
Chodząca żywa reklama Fly Emirates ;-)
Zaraz się znów pokłócą, ale chwilowo rozejm ;-)

8 komentarzy:

  1. Monika Majcherek

    Martuś,
    tak jakos cieplej na sercu wiedząc, ze dobrze Wam idzie oswajanie NZ. Że ona Was łagodnie i życzliwie oswaja ze sobą.
    Calusy dla Was wszystkich!
    Ściskam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiało i nic nie napisałaś? Zaraz bym tam z deską był :) Pozdrawiam MS

    OdpowiedzUsuń
  3. Odpowiedzi
    1. Okrojona jeszcze jak. Miss you :-*

      Usuń
  4. A mi się wydawało,że to Marta płynęła przede mną;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Witajcie kochani...Pozdrawiam Was cieplutko w ten chłodny..deszczowy dzień..odzwierciedlający nastroje wielu rozpoczynających wrześniowe zmagania w szkole..:-). Edytko..to tylko ja płynęłam przed tobą..ale mozesz a nawet powinnaś myślec o naszej Martuni..:-). Pozdrawiam..Buziaki. Do zobaczenia :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. I skakać mi się nie chciało jakoś paralitycznie i obiłam sobie co nieco.....

    OdpowiedzUsuń
  7. Niezła Marcik będzie książka z tego Twego blogo pamiętnika. Wciąga jak telenowela. Taka o zyciu😉 ściskamy Was wszystkich.
    Gosia

    OdpowiedzUsuń