sobota, 6 września 2014

Tory, naleśniki i życie garściami ;-)


A co by było …
… gdyby 10 lat temu przeprowadzka do Namysłowa nie doszła do skutku?
…gdyby po dwóch pierwszych latach tułaczki po smutnych mieszkaniach zwyciężyło przywiązanie do tego dopieszczonego własnymi rękoma w Dzierżoniowie?
…gdyby nie powstał nasz dom (do tej pory nie wiem, jakim cudem?!)?
…gdyby tylu ludzi, tak ważnych, niezbędnych, niezastąpionych nie zaistniało w moim/ naszym namysłowskim życiu?
…gdyby Bill nie pojawił się w naszej szkole i nie zamęczał nas pytaniami – jesteś szczęśliwy? A jeśli nie to dlaczego tego nie zmieniasz? I tak przez lata, do skutku..;-)
…gdyby na tych torach szlaban otwierał się szybciej…? :P
...gdyby tamta polska zima była krótsza, a woda w basenie cieplejsza ;-)?
…gdybym nie jadła co czwartek tych pysznych naleśników w Creperie (już nigdy później nie zjadłam gdzieś indziej naleśnika!), słuchając tej cudownej muzyki, dojrzewając do pewnych decyzji?
 
Gdyby…

Na ile decydujemy sami, a na ile pewne rzeczy dzieją się poza nami? Na ile obcy pozornie człowiek może nas zainspirować i popchnąć do działań, a na ile stanie się tylko jednym z wielu przecinków w życiu? Na ile nasze wybory prowadzą nas tam, gdzie chcemy, a na ile jest to zadziwiający zbieg okoliczności? Na ile czekać, co przyniesie życie, a na ile brać je garściami samemu?

‘Nie można tkwić uparcie w swoim kącie Lasu, czekając, aż inni do nas przyjdą. Czasem trzeba pójść do nich.’ Kubuś Puchatek :-)
--------------------------------------------------------------------------------------------------
Kilometry spacerów i obwąchiwania okolicy. Nabierania pewności w terenie. Za placem budowy rozciągającym się stricte przed naszym domem różnej wielkości zbiorniki wodne i potoczki. Z czystą wodą i mnóstwem ptactwa. Czarne łabędzie. Kto by pomyślał…za tymi koparkami i hałdami ziemi…?

Dziś zobaczyłam mojego ukochanego psa. On line oczywiście. Ogon nieśmiało macha, uszy do góry. Taka szczęśliwa. I już mi lepiej, już łatwiej. Już tęsknię tylko o kilka łez mniej.

Ludzie. Piszą, czasem słowo, czasem więcej. Czasem wystarczy jakieś zdjęcie. Koła ratunkowe. I jak tu do takich ludzi nie wrócić?! ;-)

Dziś Kubuś na tapecie, więc kończąc:
‘– Puchatku?
 – Tak Prosiaczku?
 – Nic, tylko chciałem się upewnić, że jesteś’.
-------------------------------------------------------------------------------------------------

A jutro, tzn. dziś już jedziemy oglądać wieloryby. Może się jakiś łaskawie pokaże ;-)

Caulfield Avenue - nasza ulica
Tu właśnie jest nasz kawałek podłogi ;-)
Zaraz po wyjściu z domu patrząc w lewo.
Bo prosto to lepiej nie patrzeć ;-)
Dzieci zachwycone swoim odkryciem

Takie łabądki sobie właśnie pływały

A to taka wzruszająca niespodzianka, która czekała na mnie
dziś rano w wiadomościach :-) Dziękuję 'pozornie obcej
osobie'. Ten widok to balsam dla zbolałej, stęsknionej duszy.


3 komentarze:

  1. Śledzimy Wasze losy w NZ.Inspirujecie nas. Pozdrawiamy serdecznie.
    Maciej i Ola

    OdpowiedzUsuń
  2. "Nic się nie dzieje bez przyczyny, wszystko co się dzieje, dzieje się dla naszego dobra" -moja Mama od dzieciństwa mi powtarza :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakby te wieloryby się nie pokazaly, to mam parę zdjęć rodzinnych... tudzież w todze :) Podesłać mogę.
    Udanego tygodnia. Bedzie lepiej, coraz lepiej.
    p.s. A szlaban naoliwimy :)

    OdpowiedzUsuń