niedziela, 28 września 2014

Rozgrzewając się kawą i kapielą w ... bani!

Najgorszy jest wschodni wiatr. Przynosi takie podmuchy lodowatego zimna, że najchętniej to wskoczyć pod koc i tam zostać. Spodziewasz się słonecznego, w miarę ciepłego dnia, a tu nagle zawieje, przywieje, popada i tyle z tego wiosennego żartu zostaje. Przestałam już oglądać ich prognozy pogody, bo nijak się mają do rzeczywistości. Trzeba po prostu być gotowym na to, że w ciągu jednego dnia możesz tu przeżyć cztery pory roku :P

I jak tu zaplanować weekend? Spontanicznie ;-) Ze względu na zobowiązania imprezowo-towarzyskie (jak to zabrzmiało!) – vide piątkowy wieczór oraz niedzielny obiad, o którym za chwilę - zostaliśmy na miejscu. I muszę przyznać, że naszym ulubionym miejscem w Christchurch został jednogłośnie Ogród Botaniczny, połączony z wielkim parkiem. Za każdym razem, gdy tam jesteśmy coś nowego kwitnie i atakuje nasz węch. Włóczysz się ciągnącymi się kilometrami alejkami, chodzisz po tych równo wystrzyżonych trawnikach (wow, prawda???), oglądasz rodzinne pikniki Kiwi (nawet przy takiej temperaturze i przelotnych opadach)… A w przyległym parku zawsze coś ciekawego się dzieje – tym razem trafiliśmy na mecz krykieta :-)


A jak już zmarzniesz i ręce zgrabiałe upychasz po kieszeniach (choć obok dzieci na boso ganiają, a co rusz ktoś w szortach i podkoszulku :/) to możesz się rozgrzać tą ichniejszą pyszną kawą. A kawy robią naprawdę wyśmienite. Na przykład latte to w NZ nie mdława mieszanka mleka z domieszką kawy, tylko wyrazisty smak czegoś, co nie tylko kawę ma w nazwie. Ale i tak furorę robi Flat White – kawa składająca się w 1/3 z espresso oraz 2/3 mleka (mniejsza ilość spienionego mleka niż w latte wygenerowała nazwę: flat  - płaski). Podobno Nowa Zelandia i Australia sprzeczają się o to, która z nich była pomysłodawcą. Ktokolwiek wymyślił – smakuje wybornie ;-)


Niedzielny obiad zaserwowaliśmy i zjedliśmy w towarzystwie Jacka szefa i jego ojca, czyli bardzo przyjemnych Irakijczyków! Isaac (Boss) jest o dekadę od nas młodszy ;-) W czasie, gdy Jacek omawiał strategię firmy ja ucięłam sobie miłą pogawędkę z seniorem i kilka niezwykłych historii usłyszałam. Pokręcone bywają życiorysy ludzkie.


Jako, że Bill gdzieś po Australii chwilowo śmiga to zajęliśmy się (na Jego prośbę, rzecz jasna :-) z przyjemnością tym wspaniałym domem, który mając kominek i …. banię z widokiem na miasto był najlepszą alternatywą dla tego kapryśnego pogodowo weekendu. A od jutra (ooops, już od dziś!) dzieci zaczynają dwutygodniowe ferie, chyba... wiosenne..? 


W Ogrodzie Botanicznym najlepiej poskakać po drzewach!
A że są imponujących gabarytów to bywa to wyzwaniem :-)
Na mnie największe wrażenie robią sekwoje
Jeden z rodzinnych pikników Kiwi
Namiastka tropikalnego lasu deszczowego.
Matylda wspina się po banany.
Takie moje mobilne marzenie :-) Które mogę tu
podziwiać na każdym kroku.
Dzieci w oparach. Filip oczywiście najchętniej by zanurkował.

7 komentarzy:

  1. Świetne zdjęcia. Kwiaty pachną nawet tutaj😄

    OdpowiedzUsuń
  2. Hela krzyknęła "Wow! To Filip i Matylda są na tym dużym drzewie?!" A mnie medyczna refleksja naszła, że u nas piknik w "chłodniejszy" dzień by nie przeszedł. Wszyscy baliby się, że przeziębią pęcherze ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. A tu zimny pachnący wychów.
    Pozdrawiam K.D.

    OdpowiedzUsuń
  4. W ogrodzie botanicznym można łazić po drzewach? Cudnie :) p.s. Ale pogodę to moze my chyba taką samą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można :-) Bez nachalnego eksplorowania, ale można :-) I to jest właśnie fajne - że oni tak ludziom ufają, że nikt nie zrobi świadomie krzywdy czy nie wyrządzi szkody...

      Usuń
  5. Zdjęcia dech zapiera, te cudne kwiaty i banany można rwać z drzewa ...

    OdpowiedzUsuń