poniedziałek, 1 września 2014

Pierwsze koty za płoty

Mój syn poszedłby dzisiaj pierwszy raz do szkoły. Dostałby wielki róg obfitości ze słodyczami i niespodziankami. Potem pewnie poszlibyśmy na lody. Czułby się taki ważny i wyjątkowy. Przeżywałby ten dzień długo. Zamiast tego poszedł do szkoły w NZ. Bez przyjaciół i tych oczekiwanych fajerwerków. W środku ich roku szkolnego, bo tutaj zaczyna się on w lutym. Chcieliśmy potem choć na ulubioną pizzę zabrać, ale, jak pamiętacie, Pizza Hut okazała się wielką pomyłką. I można się sprzeczać i bagatelizować – że NZ niecodziennie i nie każdemu się trafia, więc o co wielkie halo. Że kiedyś nam za to podziękuje. Może. Ale dla dziecka ważny jest Jego świat – ono chce jak siostra i inni, chce mieć prawo do takich samych wspomnień.
 

Takie mi dzisiaj myśli chodzą po głowie. I nie dają spokoju. Podgryzają sumienie i podkopują przekonanie o słuszności wyborów, jakich dokonaliśmy. I całe szczęście, że ten syn ma w sobie taką, rzekłabym, (czasami nieznośną) lekkość bytu. Że potrafi pogodnie przyjąć to, co mu rodzice fundują. Taki życiowy rollercoaster dla siedmiolatka. Idzie do tej szkoły, gdzie niewiele rozumie (mamo, jak nie wiem, co robić to patrzę, co inni robią!), biega z chłopakami po boisku (nie wiem, jak mają na imię, mówią mi, ale ja nie pamiętam), nosi ten żarówiasty plecaczek z logo Fly Emirates i nie marudzi! Przychodzę dziś spóźniona chwilę i szukam Go rozbieganym wzrokiem, a On stoi zadziornie z rękami w kieszeniach i się rozgląda (tzw. pozycja ‘na rolnika’). Patrzę chwilę na niego, gdy jeszcze mnie nie wyłowił wzrokiem i myślę – takie zakończenie I klasy, jakie Mu zgotujemy w Polsce, to nikt nie będzie miał ;-)
 

A uczucie, gdy się już miało ugruntowaną pozycję w szkole, już sobie wypracowałeś szacunek i uznanie nauczycieli i nagle spadasz na poziom zero? Nikt cię nie zna, nie ma pojęcia o twoich umiejętnościach, a ty nie masz za bardzo możliwości, żeby się wykazać? To przeżywa nasza córka. Nasza kochana córka, która – gdy z przyklejonym czołem do szyby szukam ją wśród tłumu w sali – odwraca się i z szelmowskim uśmiechem wzrusza ramionami do mnie – coś tam Pani gada, ale ja nie rozumiem i tak sobie tu tylko stoję. Potem się jeszcze nasłucham, że bez sensu i w ogóle strata czasu, więc wracam co i rusz myślami do tego jej filuternego uśmiechu i tylko wzdycham.
 

Mąż z 'roboty' wrócił. Żywy i cały. Zestresowany nieco, bo 'Filipino obok tak zap....(proszę wybaczyć, ale to cytat), że ino kafelki śmigały'. Dał radę. Jeszcze Go nie zwolnili ;-) Co daje nadzieję. Czego to człowiek nie jest w stanie zrobić dla swoich (naszych) marzeń :-)
 

Dziś tylko dzieci w obiektywie, jeden ze spacerów. 

Pozycja 'na filozofa'
 
Pozycja 'na rolnika'

9 komentarzy:

  1. Mąż z" roboty" wrócił - wyobrażam sobie kwiecistą relację Jacka po pierwszym dniu pracy :-) A dzieciaczki są bardzo dzielne i moc uścisków dla nich. Iwona

    OdpowiedzUsuń
  2. Marto, ale pomyśl co będzie się działo za rok, gdy Filip i Matylda wrócą do polskiej szkoły :) Będą TYMI co mieszkali ROK w NOWEJ ZELANDII! Aż się boje myśleć ;)- te tłumy dzieciaków po ich autografy :) A o Jacka to się nie martwimy-to było oczywiste, że z uśmiechem na ustach będzie układał te kafelki! A Ty, znajdź swój hamak na wyspie i pisz pisz pisz :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Matyś, Fitu - wielkie uściski dla Was. I pamiętajcie - dacie radę.
    Jacek - pierwsze kafle z czapki, teraz już tylko zaczniesz rywalizować w czasówce ;-)
    I jak zwykle buziak dla Autorki

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestem pod wrażeniem z jaką dojrzałością i pokorą przyjmują co nowe. Kochane macie dzieci. A Jacek niech się nie martwi: jak nie będzie najszybszy to z pewnością będzie najbardziej lubiany a wtedy to już luzik. Buziaki dla Was wszystkich. Duczek

    OdpowiedzUsuń
  5. oj tam oj tam - Jack się dopiero rozkręca - on jeszcze pokaże innym, jak się kafelkami żongluje;) ściskam mocno !

    OdpowiedzUsuń
  6. W ramach rekompensaty dla Filipa - był dzisiaj oficjalnie witany w gronie uczniów klasy I SP nr 5 :) czyli to tak jakby był tu na miejscu. Pzdr gorąco DB

    OdpowiedzUsuń
  7. Dzieci się najszybciej asymilują, mam to za sobą w Anglii. Też się bałam, że córka (idąca do 6 klasy, ani słowa po angielsku) sobie nie da rady, a tu proszę :). Po 2 latach nowa nauczycielka od angielskiego myślała, że córa jest Angielką :).

    OdpowiedzUsuń