środa, 24 września 2014

Nie martwcie się... ;-)

Dziś dla tych, co się martwią. O nas się martwią. Żeby się nie martwili ;-) Żeby filtrowali te nasze, głównie moje łzawe maile i wiadomości. Bo jak rozłożyć je na części pierwsze – oddzielić niezmienną tęsknotę, hałdy czułości i przywiązania to zostaje tylko odrobina smutku, gdzieś na samym dnie. Takiego oczywistego smutku, dziwne i podejrzane jakby go w ogóle nie było!

W żadnym momencie nie żałowaliśmy decyzji o wyjeździe do Nowej Zelandii. Nawet w najtrudniejszym.


Bywa ciężko. Temu nie da się zaprzeczyć. Jest inaczej. Zmieniło się wszystko, co braliśmy za rzeczy oczywiste w naszym życiu, do czego zdążyliśmy przywyknąć. W takiej zwykłej codzienności. I trzeba się trochę nagimnastykować, żeby te zmiany przełknąć bez nadmiernych oczekiwań i nastawienia – miało być lepiej/ łatwiej, wypisuję się.


Przejrzałam w sieci masę blogów i relacji z podróży. Większość to jednak krótsze wypady skupione na samym podróżowaniu i delektowaniu się Nową Zelandią. Cudowne, zachwycające, beztroskie relacje. U nas bywa słodko-gorzko. Jak w życiu. Bo my tu przecież żyjemy. Zwyczajnie żyjemy. I niezwyczajnie odkrywamy uroki tego niesamowitego kraju . Przy każdej możliwej okazji i na ile fundusze pozwolą.


Te próby odnalezienia się w totalnie innej rzeczywistości gdzieś na drugiej półkuli to takie szlifowanie charakteru prawie 24h na dobę. Dokopywanie się do różnych własnych ograniczeń i siłowanie się z nimi. W zderzeniu z tym innym światem, inną kulturą, inną mentalnością. Ale przede wszystkim weryfikacja tego, co tak naprawdę w życiu się liczy i nad czym warto się pochylać.


Ja się pochylam nad ludźmi. Nad tym, by te relacje utrzymać lub jeszcze je wzmocnić. By podzielić się całym tym repertuarem emocji, w każdej możliwej tonacji.  
Im bardziej świat się zmienia, tym bardziej to, co ważne zostaje takie samo.


Niedzielna wyprawa w pobliskie górki w obiektywie
Dzieciom strasznie podobają się te krowy (byki?) -
wszędzie ich pełno na szlaku
A kuku!
Tak chyba po mamie - stanie i myśli, i myśli..;-)
Każdy szlak zazwyczaj kończy się tutaj takim lub
podobnym widokiem :-)
Port Lyttelton w oddali
Do tej wysepki planujemy dotrzeć kajakami.
Nigdy nie wiadomo, co jest za kolejnym pagórkiem ;-)
I z powrotem
Prawie zjeżdżając po błocie ;-)

3 komentarze:

  1. Dziwne i podejrzane by było jak by się nikt nie martwił ;-) A już na pewno smutne ;-) Ale to nasze martwienie niezmiennie podszyte jest wiarą, że wszystko będzie dobrze :-) Bo musi być... po prostu! :-)
    M.

    OdpowiedzUsuń
  2. ♡♥♡♥♡♥
    A widoki oszałamiające!

    OdpowiedzUsuń
  3. Super widoczki ale i zdolności fotografa nie małe . Pozdrowionka

    OdpowiedzUsuń