piątek, 5 września 2014

Mój jest ten kawałek podłogi


No to jesteśmy u siebie. Tymczasowo u siebie. Po dwóch tygodniach od przyjazdu do NZ w końcu rozpakowaliśmy walizy i plecaki. Bo do tej pory to takie półotwarte, czekające nie wiadomo na co. Takie dwa tygodnie w zawieszeniu. Niby już tu byliśmy, ale wciąż gdzieś pomiędzy. W rozkroku. Na walizkach. Tak naprawdę gotowi do wyjazdu ;-)

Ale jak już porozkładasz te swoje manele, powiesisz swój kalendarz, wyciągniesz w końcu książki, odnajdziesz się w tych nowych kątach to od razu zaczynasz zapuszczać korzenie. Nie, przepraszam, korzonki ;-) To takie ważne, tak cholernie ważne mieć ten swój kawałek podłogi. Gdzie sam sobie jesteś szefem. Gdzie nie bijesz się z myślami, że coś powinieneś zrobić, że może to wypada, a tamto nie. Gdzie po prostu robisz to, na co tylko masz ochotę!

Pół dnia na przewożenie, rozpakowywanie i robienie zakupów. Napić się herbaty. Ale do herbaty miód i cytryna, ewentualnie cukier. I takie tam. Rosnąca lista koniecznych rzeczy do kupienia. Wchodzisz w nowe mieszkanie i musisz zbudować je od podstaw. Obłęd w oczach w sklepie – kawa, mleko, przyprawy (sic!!!), proszek do prania, płyn do podłogi, ściereczki… już nie mogę!!! Już mi się myśleć nie chce!!!

Ale już wieczór. I można przy winie odetchnąć. I rozejrzeć się dookoła, jak już się ogarnęło co nieco w nowych kątach. I powoli tym nasiąkać. I zostawiać tu po kawałku siebie. Jak w wielu innych miejscach.

Mam wrażenie, że tak naprawdę dopiero teraz wszystko nabiera rozpędu, dopiero teraz włączamy trzeci bieg. Na autostradę wrażeń jeszcze się nie pchamy ;-) Ale za chwilę! Wczorajszy mail od ważnej osoby: ‘I chyba dopiero teraz dociera do mnie, że to jednak nie przelewki. Długo liczyłam, nie wiedzieć czemu, że będzie lekko, łatwo i przyjemnie, a to jednak ciężki kawałek chleba. Trzymam kciuki, wierzę, że będzie dobrze, musi.’ Nic więcej dodać.

Jack walczy dzielnie i wspina się na wyżyny swoich umiejętności i uroku osobistego;-) Kto Go dobrze zna to wie, jaki potrafi być przekonujący! Czaruje więc i czaruje, i wyczarował taką ścianę w łazience, że nie wierzyłam, że to On sam. Własnymi rękoma. Na mnie, laiku budowlanym, robi piorunujące wrażenie. Z Filipińczykiem, który po angielsku może tylko yes/no i sorry to nawet zażartować potrafi. Choć Filipino żarty nie bardzo łapie. Ale pracuje się im razem dobrze. Każdy pogada po swojemu, wyżali się i robota jakoś idzie ;-) Byle tylko zapłacili…

Dziś mijają dwa tygodnie od naszego przylotu tutaj. I 16 dni od wyjazdu z domu. A ja mam wrażenie, jakbym wyjechała miesiące temu…
Dla tych, co nie kojarzą:
 

Właśnie odebraliśmy klucze :-)
Już zaraz te miejsca nasiąkną nami ;-)
Ino się buty ostały ;-)
Jedna z trzech sypialni - ta akurat dla dzieci

Trawnik do koszenia... Jak tu się w ogóle
rozpędzić kosiarką??? :P
'Dzieło' glazurnika z wyboru ;-)

12 komentarzy:

  1. Mieszkanie super, przynajmniej na zdjęciach. Wpadłabym na parapetówkę tylko trochę za daleko ;-) Iwona

    OdpowiedzUsuń
  2. Ależ zapraszamy :-) Każdy 'powiew Polskości' mile widziany :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Cztery kąty gitara. Na głowę nie kapie, no a rozmiary trawnika rozwalają. Najważniejsze przyprawy ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ma się rozumieć ;-)
      Nie mogę się już tu Was doczekać!!!!! Wino się chłodzi ;-)

      Usuń
  4. Home sweet home, nie wiem, czy moj angielski jest prawidlowy, ale tak mi sie skojarzylo :) mam tak za kazdym razem jak gdzie wyjezdzamy na dluzej :) pozdrawiam Dorota P. ps. dzielo pani meza wspaniale, niejeden fahowiec by sie pewnie zawstydzil.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zrobilam literowke:) *fachowiec

      Usuń
    2. Angielski rewelacyjny :-)
      A fachowiec bardzo dumny z siebie :-) Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  5. Jacek fiu fiu fiu ale dzieło, aż dech zapiera, a mieszkanko w Waszym klimacie-super, teraz to będzie z górki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby ;-) Inaczej tego nie widzę :-) A fiu fiu to Mu ciągle powtarzamy! Nie opędzi się od propozycji po powrocie ;-) Łazienka plus pyszne drinki :D

      Usuń
  6. WOW! Lokum bomba, trawnik akurat do skoszenia w minutkę, a dzieło Jacka... cóż, już wiem kto będzie nam układał płytki w wymarzonym domku :) Ściskamy! Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo przyjemny kawałek podłogi ;) uściski!

    OdpowiedzUsuń
  8. Jacek ma u mnie mistrza za tą ścianę. Ty Marcik zresztą też ale za tego bloga który jest ostatnio moją najciekawszą lekturą. Pozdrowienia rownież dla "Special Billa"

    OdpowiedzUsuń