piątek, 26 września 2014

'Luz w gaciach'... kolokwialnie rzecz ujmując ;-)

Pyszne przekąski, dobry alkohol, ciepli i życzliwi ludzie. Do tego znów przerwa w dostawie prądu i atmosfera przy świecach już w ogóle magiczna. Taka sobie impreza sąsiedzka z Nowozelandczykami ;-) Rozmawiamy, śmiejemy się, żartujemy i tylko nabrzmiałe żyły na naszych skroniach świadczą o tym, jak wielki to wysiłek nadążać za nimi, za tym ich przedziwnym akcentem i słowotokiem. Po ponad dwóch godzinach, jak już język zaczyna się nam plątać ( i to nie z nadmiaru alkoholu!) czujemy, że nasze mózgi już nie wyrabiają i grzecznie żegnamy wszystkich, tłumacząc się zmęczonymi dziećmi (które wcale na takowe nie wyglądają ;-) W domu wymieniamy się informacjami, kto co zrozumiał i z całości sklejamy obraz naszej ulicy. Bardzo przyjemnej ulicy :-) Szczerze mówiąc nie wiemy, czego dalej się spodziewać. Jak to tutaj wygląda? Czy na tym się kończy? Zobaczymy. Bo przecież przez te trzy tygodnie mieszkania tutaj nie spotkaliśmy żadnej z tych osób, nie – przepraszam – jedna pani raz wieszała pranie.

Po dzisiejszym wieczorze weryfikuję kilka pierwszych wrażeń i różnych opinii napotkanych wcześniej na temat Nowozelandczyków. Po ponad miesiącu tutaj i poznaniu już kilkunastu Kiwi czuję się z lekka upoważniona do zwerbalizowania swoich/ naszych pierwszych przemyśleń ;-)


Mogę teraz już uczciwie przyznać, że ten wyszczerzony uśmiech tutejszych mieszkańców ma niewiele wspólnego z amerykańskim ‘keep smiling’. Oni naprawdę są tak autentycznie życzliwi, pogodni, pomocni, gościnni i zainteresowani drugim człowiekiem. Obiecuję sobie, że wykażę więcej chęci do podtrzymywania rozmowy w sklepach ;-)


Ich styl życia sprowadza się do kilku oczywistych prawd – nie przejmujesz się za bardzo, nie przepracowujesz się, żyjesz w swoim tempie, powoli, delektując się tym, co sprawia ci frajdę. Odnoszę wrażenie, że w tym kraju nie ma miejsca na ‘dorabianie się’ w takim pojęciu, do jakiego przywykliśmy. Pieniądze są środkiem, który ma ci zapewnić przyzwoite lokum i możliwość realizowania swoich pasji, a nie celem samym w sobie. 


Kiedyś myślałam, że Nowozelandczycy jako jeden z najbardziej odizolowanych narodów są skupieni na sobie, hermetyczni, rzadko opuszczający swój piękny kraj. Nic bardziej mylnego. Ani razu nie spotkaliśmy się tu z pytaniem: ‘Where is Poland???!!’ (co wcale takie oczywiste nie jest w wielu miejscach..). Kiwi są otwarci, obyci, mają sporą wiedzę na temat świata i aktualnej sytuacji. Co roku około 7% populacji podróżuje po całym świecie, przywożąc ze sobą znajomość innych kultur, stąd może ta ich otwartość i ciekawość drugiego człowieka? Każdy Nowozelandczyk, którego do tej pory poznaliśmy, był choć raz (choć raz!!!) w Europie. Może w tym leży klucz do tolerancji inności i życzliwego traktowania siebie nawzajem…


Poza tym:
 - są szczęśliwi, że żyją właśnie w tym miejscu i nie zadręczają się tym, że wszędzie jest dobrze tam, gdzie nas nie ma :P
 - faktycznie temat pogody omówiliśmy z każdym uczestnikiem dzisiejszej imprezy, czyli standard :-)
 - między bardziej cywilizowaną Wyspą Północną a prowincjonalno-rolniczą Południową od zawsze jest rywalizacja. Generalizując - kraj można podzielić na Aucklandczyków i Innych. I jak to dziś padło – nigdy nie przyznawaj się w towarzystwie, jeśli jesteś z Auckland, szczególnie na południu ;-)
 - powoli przestajesz dziwić się wielu rzeczom – temu, że na koniec zimy możesz spotkać zarówno osobę w kozakach, jak i japonkach, o wszechobecnych kaloszach nie wspominając; temu, że wiele osób chodzi tu… na boso!; temu, że starsze żwawe panie pociskają w bluzie dresowej z obowiązkowymi słuchawkami w uszach ;-) Zachwyca mnie ta ich swoboda i luz. Można to odebrać jako brak gustu lub potrzeby zadbania o wygląd, a można to również określić jako wolny i nieskrępowany sposób bycia. Eklektyczny mix. I ja chyba wolę to drugie! 


Wystarczy tych spostrzeżeń na razie. Bardzo ciekawy to naród… Może właśnie z racji tego, że tak widowiskowo odcięty od reszty świata. Może właśnie ta wymuszona izolacja sprawia, że tak bardzo są ciekawi innych kultur i miejsc?
I na koniec (trafne?) porównanie – dla nas Nowa Zelandia to kraj żywiołów – trzęsienia ziemi, powodzie, wulkany – jakoś ciężko nam wyobrazić sobie codzienne życie z takimi ‘atrakcjami’. Ale jak to wyszło w rozmowach z Kiwi – my mamy żywioły, a wy macie… Niemców i Rosjan za sąsiadów! 


Tylko kilka zdjęć pstrykniętych w biegu (i to wątpliwej jakości), bo nie chciałam stresować nikogo obiektywem.

8 komentarzy:

  1. O rany - Nowa Zelandia to zdecydowanie moja duchowa ojczyzna ! Uwielbiam podróżować, od września chodzić w kozakach, tajemnie wielbię wynalazcę dresu, a dorobkiewiczowstwo jest na mojej czarnej liście wraz z jego wszelkimi objawami. Jak tylko opanuję podstawy glazurnictwa, przyjeżdżam ;) pozdrawiam Was serdecznie AChK

    OdpowiedzUsuń
  2. Pozdrawiamy Was serdecznie..

    OdpowiedzUsuń
  3. Ach....cudnie - niczym jak wczoraj na imprezie u Adeczki i Janusza;-) , pozdrawiamy całuśne MDP

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mieli taki niewyraźny słowotok :P?

      Usuń
  4. Martuniu słowotok u nas całkiem OK ale tęsknota ta tym kochaniem życia takiego jakie jest w swej prostocie - nieskomplikowane to zazdrościmy nieustannie. Zawsze z miłością dla Was Kity.

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam wrażenie, że "luz w gaciach" to domena wielu narodów :) my, Polacy niestety jesteśmy zbyt zachowawczy i zakompleksieni, by umieć świętować życie i ba, byc jeszcze w tym szczerymi :) chyba nie ma bardziej spiętych i bawiących się w pozory niż my.... Tak z obserwacji i relacji z różnymi ludźmi śmiem wnioskować. A z racji pracy przyjaciół mamy cały wachlarz kolorów :)

    OdpowiedzUsuń