czwartek, 18 września 2014

Dzień z życia…

Dzień jak co dzień. Tu też życie bywa zwyczajne, bez fajerwerków. Z dziećmi rano do szkoły. Już na szczęście autobusem w jedną stronę. Wielka ulga, że tak po prostu idą jak do siebie, nie ma szarpaniny, marudzenia, łez w oczach. Nawet ją lubią. To daje tyle spokoju. Niewyobrażalnego spokoju.

B. pyta, jakie my tu smaki poznajemy. Ano takie, jakie są aktualnie w promocji :P Ziszcza się trochę mój koszmar senny sprzed wyjazdu. Stoję przed półkami i zastanawiam się, czym tu zjadliwym rodzinę wykarmić. A że na stawkach głodowych, bo wolę zobaczyć i przeżYć, niż przeżUć ;-) to i wyboru nie ma za bardzo. Kubki smakowe dopieszczamy raz na jakiś czas pozwalając sobie na odrobinę luksusu. Tyle, że ta ich kulinarna oferta nie powala na kolana – wszelkie brytyjskie naleciałości w postaci mięsa bez przypraw na jedno kopyto z warzywami mnie nie kręci. Będziemy dalej szukać inspiracji. Póki co raczymy się winami, bardzo dobrymi, ale o nich innym razem.

 
Szukanie pracy, wysyłanie CV po raz któryś z rzędu i przełykanie z godnością kolejnej odmowy. Godziny ciężko dopasować, bo przecież są dzieci i trzeba je ogarnąć.. Lada dzień dwutygodniowe ferie, potem wakacje i co wtedy z nimi…? Nie mamy tu naszej ukochanej Pani Eli, co nasze dzieci jak własne.. Na każdym kroku odczuwalny brak ważnych ludzi. Na każdym.


Planując ten rok w NZ jednym z priorytetów był czas z dziećmi – jakościowy, niespieszny, pełen uważnej obecności. Bo przez różne zawirowania życiowe w ubiegłym roku tyle rzeczy umknęło bezpowrotnie. I wkładam w ten czas całą energię. Zapycham wszelkie dziury wiercone tęsknotą. Matylda ostatnio mówi – Mamusiu, fajnie tu być, ale czy to źle, że ja tak z radością myślę o powrocie? Że nie mogę się doczekać…? 

Boże, dziecko, jak ja się szczerzę na samą tę myśl!!!! ;-) Ale cieszmy się tym, co teraz i tutaj.

Dreptamy te kilometry ze szkoły i słucham ich opowieści: Fitu z entuzjazmem jak grał w rugby i krykieta. I jeszcze rysowali pojazdy, a potem z Lego je tworzyli. I filmiki nagrywali. I…. Dużo tego. Radość w jego oczach wynagradza wszystko :-) U Matyldy zazwyczaj ‘było dobrze’. Ona z kolei opowiada o koleżankach, relacjach, emocjach. Dwie różne osobowości. Każde na swój sposób odbiera ten zupełnie inny świat. Każde na swój sposób się w nim odnajduje.


Cieszysz się z prostych rzeczy. Że dokupiłeś sztućce i już nie tylko trzy noże na krzyż. Że kubki były w promocji i nawet kawy możesz się napić jak człowiek. Że jest coraz cieplej i dom się szybciej nagrzewa. Że pomidory smakują tak dobrze, jak w domowym ‘Owocowym (skądinąd ;-) Raju’. Że nagle zza placu budowy przed naszym domem w oddali wyrosły pokryte śniegiem wierzchołki gór! Że ktoś napisał parę słów. Jak dziecko się cieszysz.


Glazurnik wraca z pracy i trochę czasu zajmuje, nim obłęd rozpłynie się w jego oczach.


I tak lepimy tę naszą tu rzeczywistość. Czasami trudną, bo tak odmienną, obcą. Starając się odnaleźć pomiędzy nieuniknioną prozą życia, a czerpaniem garściami z tego, co może nam ten raj zaoferować.



Czekamy na autobus
Powtórka?
Mama, no weź i idź już ;-)
Ja przeżywam, że oni w skarpetkach po tym zimnym asfalcie,
a dzieci Kiwi gołymi stopami w większości...
Najlepsza koleżanka, Khana
 
Ubiegły tydzień (o wiele cieplejszy!) i
takie widoki po drodze ze szkoły ;-)
Co ciekawe, cena paliwa porównywalna do polskiej,
a diesel dużo tańszy

7 komentarzy:

  1. Marta, zawsze wzruszają mnie twoje opowieści, aż łezka kręci się w oku:)
    My też za wami tęsknimy i odliczamy miesiące do waszego powrotu:)
    Gorące uściski dla Was wszystkich. Pozdrawiam Agnieszka R.

    OdpowiedzUsuń
  2. Podziwiam odwagę w podjęciu decyzji o wyjeździe....nawet nie próbuję sobie wyobrazić tej tęsknoty........ale przecież wkrótce tam będzie pięknie,bardziej słonecznie i zielono :) trzymam kciuki i życzę wytrwałości w te trudne dni,i oby ich było jak najmniej....dużo słońca i pogody ducha :) L.

    OdpowiedzUsuń
  3. ♡♥♡ i buziaki i tulaki ♡♥♡

    OdpowiedzUsuń
  4. Polecam:makaron spagetti z masłem i przyprawą bazylia na ciepło.

    OdpowiedzUsuń
  5. Cieszymy sie i bardzo tesknimy , ze zdobywacie takie doswiaczenia i zobaczycie tyle nowych i ciekawych ludzi i ten inny Swiat. Z drugiego konca Swiata , ale jak sie czyta Wasze przezycia to tak jakbyscie byli za sciana Nie TAK daLEKO I TAK JEST LEPIEJ.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziękuję :-)
    Makaron będzie w stałym jadłospisie!
    18.000 km to prawie jak za ścianą, a ... prawie robi wielką różnicę :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ale wam zadroszcze brytyjskich smaków :) Dalbym się za nie adoptować :P Ach jagnięcina i becon....

    OdpowiedzUsuń