czwartek, 4 września 2014

Być albo nie być

Nie zawsze jest kolorowo. Nawet w Nowej Zelandii. Bo – jak w życiu – trafiają się trudne dni, gdy w głowie tylko prozaiczne sprawy i lęki o zwykłe, codzienne być albo nie być…

Mój dzielny glazurnik nie śpi po nocach i siwieje w obłędnym tempie. I nawet pomóc Mu nie ma za bardzo jak :-(
 

A dzieci trzeba wspierać uśmiechem i co rusz przypominać, że to przygoda życia. Więc ganiam je po tych malowniczych wzgórzach i pagórkach jak, nie przymierzając, baranki po łące. Żeby się wybiegały, napatrzyły, zmęczyły pozytywnie i wieczorem zasnęły z tą jedyną myślą – jaki ten świat jest piękny ;-)

Kochane baranki :-)
Ale.... że o co chodzi...???

8 komentarzy:

  1. Trzymajcie się cieplutko , trzymamy kciuki :) Będzie dobrze ! Matysię i Fitusia ściskam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy Pani Elu :-) My też ściskamy :-)

      Usuń
  2. Martusiu bardzo gorąco Was wszystkich ściskamy. Hania, Jędruś i Dana przesyłają buziaki dla małych, dzielnych Fiorków :* Codziennie o Was myślę i podziwiam za odwagę. Ahoj przygodo...

    Twój blog jest REWELACYJNY!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Pani Marto, ja właśnie nadrabiam zaległości po powrocie z Anglii, teraz już będziemy z mamą razem na bieżąco śledzić wpisy! Coś czuję, że przyprawy, o których Pani wspominała, nie zmarnują się... ;)
    P.S. Uściski dla wszystkich od całej naszej "trójki"!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, ze się nie zmarnują ;-) Proszę się czuć jak u siebie, jak na swoim kawałku podłogi. Koniecznie!
      Uściski dla czarnej najukochańszej... Nawet tego bez łez nie umiem napisać...

      Usuń