poniedziałek, 8 września 2014

A my tacy malutcy...


Kaikoroua. Ponad 2,5h drogi z Christchurch, z czego druga połowa to zaledwie kilkanaście mijanych aut, zero zasięgu i znikające fale radiowe. Cisza. Zagadując dzieci wymyślamy rymy. Ja zaczynam: Zaraz się bułek nawciskamy… - a dzieci kończą - … a później je (hmmm) wyrzygamy ;-). Bo przed nami pierwsza wyprawa na głębię oceaniczną. Whale watching, czyli oglądanie wielorybów w ich naturalnym środowisku.

Mieścina wita nas piękną pogodą. Wybrzeże jest… Tego się nie da słowami. Zdjęcia tez nie oddadzą wszystkiego. To są TE chwile. Ocean pomrukuje gniewnie. Nawet przy takiej pogodzie odczuwa się potęgę tego żywiołu. Stoję tak na brzegu i patrzę. To strasznie wciągające. Uspokajające. Potrzebne.Dzieci uciekają przed falami i rzucają kamienie. Mogłyby tak długo. Najlepsza zabawa.
 

Na łódce buja. Mimo pozornie spokojnego oceanu. Trzymamy się i wypatrujemy wieloryba. Załoga tłumaczy, że tutaj znajduje się jedyne na świecie miejsce, gdzie głębia oceaniczna jest tak blisko lądu i jest ona na tyle głęboka, że dzięki temu wieloryby mogą podpływać wyjątkowo blisko brzegu. No i wyłania się w końcu. Choć – wyłania – to za dużo powiedziane. Widzimy wielką parówę (szerokie pole do skojarzeń :-). Dziwne uczucie. Wszyscy jakoś milkną. Onieśmieleni.
 

Wokół latają albatrosy królewskie. Foki wygrzewają się na skałach. I nie tylko dzieci mają rozdziawione buzie… ;-)
 

Zejście na ląd witamy jednak z ulgą. Wygłodniali szukamy jakiegoś miejsca i… osłupienie. Bo życie w tutejszych miasteczkach zamiera ok. godziny 17.00. Zarówno sklepy (nie licząc sieciowych supermarketów), jak i restauracje. Błądzimy po uliczkach i na samym końcu znajdujemy – w końcu można usiąść i zjeść jak człowiek, a nie tylko na wynos. Zamawiamy tutejszy specjał – homara i talerz różnorodnych owoców morza. Które zjadam głównie ja, bo reszta nieufnie tylko patrzy, a Jacek to nawet palcem nie ruszy. Wszystko jest świeże i pyszne. Wszystko smakuje tak, jak powinno. Jak obiecuje smakowity zapach.
 

Wracamy w ciszy. Pagórki pokropkowane owcami. Wielki księżyc. Kończy się weekend. Kończy się beztroska.
Codzienność wciąż trudna do ogarnięcia…

Taki widok na powitanie
Nie tylko dzieci miały ubaw ;-)
Wypatrujemy kaszalotów

No i jakie skojarzenia?
Albatros - w razie wątpliwości ;-)
Jacek nam trochę zzieleniał, ale dał radę!
Focza skała
Nieufne obwąchiwanie i dotykanie ;-)

9 komentarzy:

  1. Zachwycające ...... brak słów ..... :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pani Marto, wcześniej nie pisałam, ale tak po prostu po ludzku zazdroszczę, nieszkodliwie oczywiście, ale zazdroszczę i cieszę się Państwa szczęściem. Widoki...tego się nie da opisać słowami ! Cud natury. Pozdrawiam Dorota P.

    OdpowiedzUsuń
  3. ja też "ZAZDRASZCZAM JAK NIE WIEM CO" ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Najładniejsze zdjęcie wieloryb a nad nim tęcza, najsmaczniejsze zdjęcie to na końcu-mniam mniam.....uwielbiam owoce morza..

    OdpowiedzUsuń
  5. To teraz przez tydzień już nie tak widowiskowo ;-) Teraz to już proza życia :P

    OdpowiedzUsuń
  6. Wreszcie nagroda dla Was :) Wreszcie masz odpowiedź na te pytania "dlaczego?, czy dobrze, że ..." Zasłużyliście :) carpe diem bo ta "proza życia" na ten tydzień też inna i też WARTO :)
    W J-B

    OdpowiedzUsuń
  7. Przepiękne zdjęcia :) podziękowania dla fotografa. Dzięki tym zdjęciom uświadamiam sobie właśnie, że ŻYCIE JEST PIĘKNE- pozdrawiam Alicja, Paweł i Lipko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z Waszych ust to jak Oscar z rąk Spielberga :-)

      Usuń