czwartek, 28 sierpnia 2014

Przypadkowe spotkania

Wsiąść na rower i pojechać przed siebie. Przez 3h jechać i wietrzyć myśli. Patrzeć na pola, góry, owce, rzeki i nie myśleć o niczym innym. Ani o tym, czy znajdziemy w końcu dom do zamieszkania i czy nas będzie na niego stać. Ani o tym, że dzieci teraz drugi dzień w szkole i nie wiesz, co się dzieje w ich głowach i serduszkach, nie wiesz i to cię doprowadza do szału. Ani o tym, że nie wiadomo, na ile tak naprawdę tych podróży starczy, ile tych jezior zobaczysz. Ani o tym, że ludzie już coraz mniej odczuwają twój brak – co jest przecież naturalną koleją rzeczy…

Nie myślisz. Jedziesz i utożsamiasz się tylko z drogą, krajobrazami i wiatrem na twarzy. To bardzo oczyszczające. I bardzo nam było potrzebne. Dziękujemy, Bill, że kazałeś nam zostawić wszystko i zmusiłeś, żeby przez chwilę po prostu cieszyć się życiem.

Bill. Należy Mu się osobny blog tak naprawdę ;-) Bo to taki niezwykły człowiek z tak niesamowitą przeszłością. 30 lat temu przeniósł się z USA do Nowej Zelandii (22 VIII – to również data naszego tu przylotu ;-) z żoną Judith i dziećmi. Bagatela, ‘tylko’ sześcioro dzieci, w tym troje adoptowanych. Nie dlatego, że było im w Stanach źle. Wiodło im się nadzwyczaj dobrze i przeprowadzka tutaj  - pod względem zabezpieczenia finansowego – oznaczała mniej niż połowę dotychczasowego przychodu. Ale priorytetem dla nich było dorastanie dzieci w przyjaznym, bezpiecznym środowisku. Bill wychowywał dzieci, a Judith musiała cofnąć się w swojej lekarskiej karierze do podstaw. Jakiś czas później zaczęła jeździć po całym świecie, naprawdę CAŁYM, jako lekarz bez granic. Właśnie w tej chwili, gdy nie musi, gdy ma piękny dom z widokiem, jaki już znacie, właśnie teraz jest w Sudanie, śpi w namiocie, w warunkach poniżej jakichkolwiek standardów, pomaga ludziom. Choć wcale nie musi. Judith ma 65 lat. Bill ma 71 lat. Oboje uwielbiają długie rowerowe i górskie wycieczki, są aktywni fizycznie. Chcieć to móc :-)

Spotkaliśmy Billa dziwnym zrządzeniem losu. Mógł przejść obok, niepostrzeżenie. Mógł, ale nie przeszedł, bo wystarczyło włożyć trochę wysiłku, wystarczyło trochę się postarać i chcieć kogoś bliżej poznać. Nigdy nie wiesz, co wyniknie ze spotkania z drugim człowiekiem. I znów prosta i niby oczywista zasada – nie dowiesz się, jeśli nie spróbujesz. My dzięki temu prawie 10 lat później jesteśmy w Nowej Zelandii. Ale przede wszystkim jesteśmy zupełnie innymi ludźmi, niż jeszcze kilka lat temu. A niby obcy człowiek…

Odbieramy dzieci ze szkoły. Ich uśmiechnięte buzie i komentarz nauczycielki o Filipie ‘He’s at home! :-)’ są dla nas jak chłodny kompres na rozpalone czoło. Schodzi napięcie. Jest lepiej, będzie dobrze. Bo rozpaczliwa samotność własnego dziecka odbiera ci jakąkolwiek radość życia.

To co, po szkole jedziemy nad ocean? TAAAK! I już nic więcej nie ma znaczenia. Prujemy dwudziestoletnią Hondą nad ten ‘ołszyn’, żeby dzieci miały radość. Prujemy i po drodze gubimy się kilka razy, napotykamy ciągle roboty drogowe, a w drodze powrotnej jeszcze wjeżdża nam w bok jakiś dziadek… Z całym szacunkiem dla starszych ludzi – ale ten Pan już nie powinien chyba prowadzić. Myślę, że miał grubo ponad 80 lat i miałam wrażenie, że zaraz rozsypie się na naszych oczach. Nawet krzyknąć ze złości na niego nie można było, no nie można… Ale widok dzieciaków takich szczęśliwych na plaży, rozbieganych, roześmianych, wolnych od wszelkich zmartwień… BEZCENNE!

Chcieć to móc :-) Bill, nasz przyjaciel.
Rowerowe widoki
Ocean Spokojny - pierwsze spotkanie
Każdego napotkanego psa trzeba pogłaskać!
Co tam w główce siedzi...?
Zawsze w poszukiwaniu skarbów
Rodzinne zdjęcie :-)

A to jako ciekawostka :P Teraz jest tutaj taki nasz koniec lutego. Zimno, naprawdę!
A gros ludzi w krótkich rękawkach, na boso, a to dziecko... Tego nigdy nie zrozumiem.

22 komentarze:

  1. Ależ czekałam na dzisiejszy wpis :) Kilka razy sprawdzałam blog'a! Pozdrówcie proszę Bill'ego.Trzymam kciuki, aby takich beztroskich chwil było coraz więcej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Marto, niech w głowie Ci nawet okruszek myśli nie kiełkuje, ze o Was zapominamy !!!!!! Never!!!!! Cały Salonik Magda M mocno całuje i na bieżąco śledzi Wasze przygody, bo to jest PRZYGODA życia:))))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :-) Jak tęsknię za tym, żeby się u Was zrelaksować....

      Usuń
  3. Pamiętamy i z niecierpliwością każdego ranka na bloga zaglądamy !!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ależ. Tęsknimy baaardzo. Było mi dzisiaj podwójnie przykro i tęskno za Wami na spotkaniu w Opolu😉 bez Was jakoś dziwnie. Hugs for Bill special
    Widoków i spotkania z oceanem zazdroszczę
    G

    OdpowiedzUsuń
  5. Namyslowianin
    Bardzo pprzyjemnie czyta sie Pani relacje z dalekiego kraju. Mysle ze bedzie to material na wspaniala ksiazke.
    Oczekujemy dalszych relacji. U nas teraz jest godzina 22, przed pol godzina dowiedzialem sie o blogu od Joli mojej synowej i postanowilem na goraco zabrac glos. Mialem wlaczony tablet i od razu pisze z niego a on nie ma polskich znakow.
    Wytrwalosci i powodzenia zyczymy.

    OdpowiedzUsuń
  6. Martuś,
    czytam codziennie, od pierwszego wpisu. Razem czytamy, relacjonujemy dzieciakom na bieżąco.
    Uśmiecham się czytając, wzruszam (nawet i do łez - tak, tak, popłynęły same przy wpisach z Waszej podróży), rozmyslam zainspirowana...
    Nie wątp proszę w pamięć o Was! To nie odległość geograficzna stanowi o bliskości! Dla nas jesteście i będziecie, macie swoje miejsce w naszych serduchach nawet jeśli akurat fizycznie jesteście na tym czy innym końcu swiata :)
    Ściskam baaaardzo
    Monika Majcherek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moniko kochana,
      nie wątpię, tylko jak mój pies czasami wciskam głowę pod ramię i pogłaskania się domagam ;-) Tak tylko czasami.
      Ściskamy Was mocno i... do zobaczenia :-)

      Usuń
  7. Cześć Marta. Ja również dołączam do grona stałych czytelników. Czekam na następne wpisy a Fior wszystko mi za rok w Legnicy opowie. (Przynajmniej mam nadzieję) No i będzie gadał jeszcze więcej niż zawsze..... :) Trzymam kciuki ale w sumie chyba niepotrzebnie bo wiem, że ZE WSZYSTKIM na luzie dacie radę!
    Pozdro
    Piotr Z (room 216 and 307)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piotrze,
      to dla mnie zaszczyt! A Fioru już ma masę anegdot ;-)

      Usuń
  8. No i dobrze, że coraz lepiej. :) tylko proszę się nie dac myslom, ze o was zapomnimy... Nie mozna tak! Ale wiem, tez tak mam ze musze wrzucic łyżkę dziegciu do beczki miodu, że czasami trzeba pomarudzić. To podobno przypadlość myślicieli, filozofow, humanistów i artystów :) Więc witam w doborowym towarzystwie :)
    p.s. Błogosławię wam i proszę pozdrowić Mr Billa :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak to Pan Mariusz ujął - taka przypadłość, że człowiek czasami marudzi i jak dziecko dopomina się o uwagę ;-) W takim towarzystwie to ja mogę zawsze marudzić :-)
    Pozdrawiam wszystkich i dziękuję za pokrzepiające komentarze! Pokrzepiły :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Pozdrowienia dla Billa- pogoda ducha i radosć życia bije z niego na odległość. Pamiętamy...

    OdpowiedzUsuń
  11. Marta, co to za chwile zwątpienia? Oczywiście, że pamiętamy, czytamy i wyczekujemy codziennie. Trzymamy kciuki i pozdrawiamy. Iwona i Tomek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiedzmy, że to ta łyżka dziegciu ;-) I przypadłość wyżej wymienionych ;-) Usciski

      Usuń
  12. Pani Marto, co dzień zaglądam i czytam :-) .Wieczorem jak ogarnę dom i dzieciaki to nie mogę się doczekać tej chwili ,kiedy zasiądę do komputera i zacznę czytać swoją ulubioną LEKTURĘ.Przesyłam ciepłe słowa otuchy i pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Pani Ani od cudnych Aniołów :-)

      Usuń
  13. Wczoraj, Rafał pokazał mi Twojego bloga, jestem zachwycona nim, masz taką lekkość w pisaniu i tak potrafisz przekazać co czujesz w danej chwili.... a przytym świetne zdjęcia :-), Takkk, Wasze życie z pewnością nabrało SMACZKU, I i jak widzisz wiele osób ma Was w swoich SERCACH, KOCHAJĄ WAS....
    Jeśli jesteśmy "gotowi " na zmiany to spotykamy ludzi ( wydarzenia), których mamy spotkać i jak widać Bill był jedną z takich osób, wyjątkowych, serdecznych, zostających na dużej w naszych sercach. No cóż, mimo rozterek i trudności jakie przechodzicie tam, zazdroszczę wam tego piękna które Was otacza. Pozdrowienia dla całej sympatycznej Rodzinki. Gdyby Filipek chciał dostać list podaj proszę adres na: ela.dr@poczta.onet.pl
    Rodzinka R.

    OdpowiedzUsuń