wtorek, 26 sierpnia 2014

Proza życia

Co Wy tam jadacie? Czy sklepy takie, jak u nas? Jacy są ludzie? Czy naprawdę tak zielono-rajsko? Jako, że takich pytań dostałam ostatnio sporo, to trochę o życiu takim na co dzień, choć co my możemy po tych kilku dniach o tym wiedzieć??? To takie pierwsze, świeże  i, przede wszystkim, subiektywne spostrzeżenia.

Zasadnicza zmiana to jazda lewą stroną. O ile jeszcze z automatyczną skrzynią biegów to jakoś przejdzie, o tyle manualna to masa siniaków i, kolokwialnie rzecz ujmując, ‘niezła jazda bez trzymanki’ ;-) Wczorajszy wypad na pierwsze żywieniowe zakupy wyglądał naprawdę komicznie – wytrzeszcz oczu, prawy łokieć co chwilę w drzwi (próba zmiany biegów, tylko po niewłaściwej stronie) i latające nam przed oczami wycieraczki przy włączaniu kierunkowskazów. Dziś rano jedziemy oglądać dom do wynajęcia, już nieco bardziej wyluzowani i nagle Jacek  - coś mi nie pasuje… No tak, nie ta strona drogi. I tak w kółko. Za kółkiem ;-)  

Architektura. Samo to słowo mi nie pasuje do tutejszej zabudowy – komercyjna zabudowa jest taka pawilonowo-pudełkowa. Nie licząc francuskich naleciałości lub starszych dzielnic budowanych w stylu anglosaskim. No i większość budynków jest jednopiętrowa. Oprócz ścisłego centrum (choć nie wszystkie przetrwały trzęsienie ziemi) pozostałe dzielnice są niskopienne. Żadnych wyróżniających się kształtów. Pudełko obok pudełka i tylko po napisach widzisz, że to kafejka, a to fryzjer. Takie, jak dla mnie, bezpłciowe, zlewające się w jedną masę. Przynajmniej te, które widzieliśmy do tej pory.

Jacy są Kiwi (tak mówią na siebie Nowozelandczycy)? Nie mieliśmy na razie okazji do wielu spotkań – raczej oficjalnie w urzędach, etc. Ale pierwsze wrażenie pokrywa się z opiniami innych – są mili, uśmiechają się, jeśli utrzymasz kontakt wzrokowy przez min 3 sekundy to od razu słyszysz hello. Wszędzie – na ulicy, w parku. Aż mnie chwilami szczęka boli od szczerzenia się ;-)

Jedzenie? Trudno powiedzieć. Za mało jeszcze zjedliśmy ;-) Proste zakupy i dla porównania: 2L mleko = $3.99; bagietka = $1.79; lody = $5.49. Jeśli ktoś zainteresowany to proszę sobie przeliczyć (dolar nowozelandzki = 2,65zł).

Woda. Pije się ją prosto z kranu i ma naprawdę niewiarygodny smak. Nie ten metaliczny, mdławy posmak naszej. A że wody pijemy sporo to dla nas super rozwiązanie :-)

Nie ma przejść dla pieszych. No nie ma! Jakieś światła trafiły się bliżej ruchliwego centrum. Pytam Billa, jak przechodzą na drugą stronę a On się śmieje – „Run, Marta, run!!!!” Kultura jazdy samochodem nie ma tutaj racji bytu. Jak jesteś w połowie przejścia przez jezdnię to nie ma mowy, żeby ktoś się zatrzymał. Prędzej przejadą ci po piętach z tym swoim szerokim uśmiechem :P   

Ceny domów do wynajęcia zatrważające – średnio $500/600 na tydzień. Oczywiście plus liczniki i zapomnij o umeblowaniu. To nam chwilowo spędza sen z powiek :/ Uprzedzając pytania – nie ma za bardzo możliwości wynajęcia mieszkania, bo… tutaj nie ma mieszkań i bloków. Jakieś apartamentowce w centrum i to wszystko. Więc ten dom to nie takie nasze widzimisię…

Jaka jest tutejsza zieleń? Trudno powiedzieć, o tym się dopiero przekonamy. Choć jeśli ta końcówka zimy może być miejscami naprawdę ładna, to co będzie później…? Dziś krótki spacer na pagórki za domem Billa. Wprawdzie usiane naturalnymi minami na każdym kroku, ale malownicze. I już zielono, już ładnie, a wiosna dopiero za rogiem.
 

Tyle o życiu na co dzień po tych kilku dniach tutaj. Czas zweryfikuje je dalej.
 

P.S. Chciałabym bardzo, bardzo podziękować za wszystkie te ciepłe maile i wiadomości… Nie tylko przyjaciele i znajomi, ale pozornie obcy ludzie piszą i wspierają taką życzliwością, że od razu zaczynam myśleć – uda się, będzie dobrze, damy radę. Bo jeśli tak bardzo wierzy w ciebie obcy człowiek, to… sam przestajesz wątpić w swoje możliwości. Tak to właśnie działa. Niewiarygodnie działa :-)


9 komentarzy:

  1. BĘDZIE DOBRZE!!! trudności prozy życia znikną pod wpływem wewnętrznej siły, której nawet nie jesteście świadomi - a my tu w Namysłowie, we Wrocławiu jesteśmy o niej przekonani! gorące pozdrowienia dla całej czwórki

    OdpowiedzUsuń
  2. Pani Marto.
    Od 5 lat jestem związana z pewnym forum internetowym, przez ten długi okres czasu wiele dziewczyn dołączało się do naszej grupy, pewnego dnia dołączyła do nas dziewczyna (dziś chrzestna mojej córki) napisała ona, cyt.:” jesteście jak serial, do którego zasiada się co wieczór i z zaciekawieniem czyta się co dalej”.
    Dziś ja mogę napisać do Pani to samo, czekam na Pani wpis na blogu jak na ukochany serial, chłonę każde słowo, wszystko przeżywam i utożsamiam się z Wami. Podziwiam odwagę, chęci, a przede wszystkim dzieci, One ufają Wam bezgranicznie i wiedzą, że czekają je niesamowite przeżycia.
    Pani Marto, domyślam się, że nie zawsze jest/będzie dobrze, ale wierzę, że te piękne chwile, momenty, dni (które przed Wami, za Wami), te uśmiechy na ulicach obcych ludzi, te widoki, krajobrazy, dadzą Państwu siłę na zmaganie się z trudnościami, a po powrocie będę miłymi wspomnieniami !
    Życzę powodzenia i mnóstwo ciekawych refleksji na blogu. Ma Pani takie lekkie pióro, że każdy wpis czytam z największą przyjemnością…jak kolejny rozdział mojej ulubionej powieści.
    Pozdrawiam wraz z całą moją Rodzinką – Dorota Piotrowska

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Pani Doroto, Uściski dal dziewczynek :-)

      Usuń
  3. Usypiam Frania, czytam mu bajkę a potem mam pretekst zeby na spokojnie poczytać Wasza prozę życia. Gdzie byśmy nie byli zawsze będziemy sie zderzać ze sprawami przyziemnymi: zakupy, jedzenie, lepsze dni, gorsze dni... Najważniejsze, ze razem i jakiż wór wspólnych wspomnień będziecie mieli! Marcik pisz dalej! Wkręciłam się w tą Waszą codzienność po drugiej stronie globu. Gosia

    OdpowiedzUsuń
  4. Budzę się rano, siadam do czytania a tu...... nie ma wpisu, nie wiem co się dzieje, sprawdzam która godzina u Was po drugiej stronie ziemi (umieszczenie zegarka-bardzo dobry pomysł) UF jeszcze może coś napisze iiiii co pół godziny sprawdzam czy coś jest nooo może częściej. Takie działanie ma Twoje lekkie pióro Marta i oczywiście moja ciekawość co u Was. Więc pisz i się nie zastanawiaj nawet gdyby to miało być jedno zdanie. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam tak samo jak Bogusia ;-) Już od 7:05 w pracy sprawdziłam ze 2 razy czy jakieś nowe wieści z NZ a jest dopiero 8.40. To chyba jakaś forma uzależnienia. Iwona

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak miło ;-) Ale po prawie 4h spędzonych w banku na załatwianiu formalności :-( ciężko było myśleć. Poza tym lepszy niedosyt niż przesyt, prawda? Choć mi też trudno nie pisać codziennie, więc tak egoistycznie Was wykorzystuję :P

    OdpowiedzUsuń
  7. Fiorki, tak krótko, ściskamy z Podlasia. Przejeżdżaliśmy obok Kuwas i od razu jedna myśl, nasze wspólne wakacje. I wiecie przez to codzienne czytanie Was to jakbyście byli blisko nas :-)

    OdpowiedzUsuń