czwartek, 31 lipca 2014

O tym, jak mąż glazurnikiem został…


Między wyartykułowaniem myśli – jedziemy do NZ, a wprowadzeniem jej w życie jest długa droga p.t. ‘Wiza nie dla każdego’ ;-) Bo to nie tak łatwo na rok sobie wyjechać i tam żyć. Nie każdego chcą. Nas w tym kształcie też by raczej nie chcieli. Dlatego mój zaradny mąż szybko wyczaił, że jedynym sposobem będzie przekwalifikowanie się i w sposób iście z filmów Barei został… glazurnikiem :-) I od miesięcy kładzie te kafelki. Jedna za drugą. Jakby nam drogę brukował, do tego raju. I patrzę na Niego i nadziwić się nie mogę. Że z takim zacięciem i determinacją można wszystkiego w życiu spróbować. We wszystkim się odnaleźć. 


Ja pomyślałam. Ale to On wprawił machinę w ruch. 


Do odlotu 20 dni.

1 komentarz:

  1. to zdjecia jakies wstaw co by sciemy nie bylo. A jak dom budowac bede to i fachowca zatrudnie. Moze blog napisze o tym.
    Jaca

    OdpowiedzUsuń