czwartek, 31 lipca 2014

O tym, jak mąż glazurnikiem został…


Między wyartykułowaniem myśli – jedziemy do NZ, a wprowadzeniem jej w życie jest długa droga p.t. ‘Wiza nie dla każdego’ ;-) Bo to nie tak łatwo na rok sobie wyjechać i tam żyć. Nie każdego chcą. Nas w tym kształcie też by raczej nie chcieli. Dlatego mój zaradny mąż szybko wyczaił, że jedynym sposobem będzie przekwalifikowanie się i w sposób iście z filmów Barei został… glazurnikiem :-) I od miesięcy kładzie te kafelki. Jedna za drugą. Jakby nam drogę brukował, do tego raju. I patrzę na Niego i nadziwić się nie mogę. Że z takim zacięciem i determinacją można wszystkiego w życiu spróbować. We wszystkim się odnaleźć. 


Ja pomyślałam. Ale to On wprawił machinę w ruch. 


Do odlotu 20 dni.

środa, 30 lipca 2014

Myśli na torach..

Jest takie miejsce w Namysłowie, które nazywam Ziemią Niczyją. Spędziłam tam wiele godzin - tak, w sumie, uzbierały się godziny - bo opuszczenie szlabanu przed i po tym, jak pociąg już dawno zniknął w oddali trwa tu zawsze wieki. Tak jakby ktoś celowo wystawiał cierpliwość kierowców na próbę. Tory przy Kościele Zielonoświątkowców. Czoło przy szybie, myśli zamrożone. Czasami łaskawy wschód, tudzież zachód słońca. Tak na pocieszenie.

To właśnie tam pewnego wyjątkowo zimnego, szarego i smutnego poranka naszła mnie ta myśl. Wyjechać. Zostawić wszystko co znane, obwąchane, oswojone i zderzyć się z nowym, podjąć wyzwanie, poczuć przyśpieszony puls. Udowodnić - sobie przede wszystkim, że to nie tylko tak, że się czyta i chłonie te ekscytujące opowieści innych, zawsze cudze emocje, zawsze cudze zdjęcia i wspomnienia i wraca się do swojego poukładanego życia, by dalej snuć te nierealne marzenia. To nie tylko tak..

A potem lawina ruszyła. Kliknęło. I już wiedzieliśmy, że to od dawna gdzieś w nas siedziało i tylko trzeba było to nazwać, urealnić, uwierzyć, że tak naprawdę... chcieć to móc :-)

Do odlotu 21 dni.